Za oknem wszystko budzi się do życia. Leniwie, pachnąco, dokarmiane ciepłymi promieniami słońca. Każda pora roku rządzi się w kuchni swoimi prawami i to na co miałam ochotę w mroźne, zimowe wieczory, w takim dniu jak dziś, mogłoby się nie sprawdzić. Wychodząc codziennie na dwór moje podniebienie nęcą powolutku wspomnienia zeszłorocznych knedli ze śliwkami, pierogów z jagodami, słodkich truskawek ze śmietaną. Ach! Zapomniałam o śliwkowym placku. Z niecierpliwością oczekuję również rabarbaru i zapachu kwiatów w ogrodzie mojej Mamy, rowerowych wycieczek i spełnienia założeń kulinarnych, jakie obiecałam sobie rok temu. Póki co cieszę się ogromnie z pierwszych darów wiosny. Kolejny przepis z fiołkami. Korzystajcie, póki możecie. One są tak ulotne.
Galaretka fiołkowa / Violet Jelly
1 litr wody / 1 l water
4 szklanki fiołków / 4 glasses of violets
sok z cytryny / lemon juice
500 g cukru żelującego z pektynami / 500 g jelly sugar with pectin
Kwiaty umyć i oberwać płatki. Płatki wrzucić do słoika i zalać wrzącą wodą. Dodać sok z cytryny, przykryć i odstawić na noc. Następnego dnia odcedzić i dodać cukier. Porządnie wymieszać, doprowadzić do wrzenia i gotować przez około 4 minuty. Gorącą galaretkę przelać do słoiczków i pozostawić do zastygnięcia.







































