-->

wtorek, 15 kwietnia 2014

Likier fiołkowy / Violet Liqueur


Dziś bardzo krótko gdyż jestem chora i organizm odmawia posłuszeństwa. Widocznie dopadło mnie jedno z wiosennych przeziębień. Tak sobie pomyślałam, że kolejny post powinien dotyczyć naturalnych metod przeciwdziałania bólowi gardła. W tym temacie jestem już mistrzynią. A dziś - przedostatni już w tym roku fiołkowy post. Spokojnej nocy Kochani i trzymajcie się ciepło.

Likier fiołkowy / Violet Liqueur

200 ml spirytusu / 200 ml spirit
500 ml mleka / 500 ml milk
300 g cukru / 300 g sugar
płatki fiołków (im więcej tym większy będzie aromat) / violet petals (the more the greater flavor)
sok z cytryny / lemon juice

Fiołki skropić sokiem z cytryny, zalać spirytusem, zakręcić butelkę i odstawić na noc. Mleko zagotować z cukrem. Powinien z niego powstać syrop. Gdy mleko wystygnie, połączyć je ze spirytusem. Dobrze wymieszać. Przechowywać w lodówce i mieszać przed każdym użyciem.

Prepare violets by sprinkling on a lemon juice, pour spirit, cap the bottle and let stand overnight. Milk and sugar bring to the boil and simmer until a syrup consistency is formed. When milk gets cold milk, combine with alcohol. Mix well. Store in the refrigerator and stir before each use.

piątek, 11 kwietnia 2014

Polędwica z makaronem w sosie serowym / Pork Tenderloin Pasta in Cheese Sauce


Za nami pierwsze wiosenne burze. Dwa razy zdarzyło mi się już nawet grillować, choć ostatni raz przepłaciłam małym katarem. Na ulicach widzę już ludzi w krótkich spodniach i rękawach i choć dzięki kwitnącym drzewom solidnie czuć już wiosnę, mnie nie spieszno pozbywać się płaszcza.

Ostatnio nabrałam ogromnej ochoty na croissanta. Zwykłego, puszystego, pachnącego, bez nadzienia, dokładnie takie samego jakiego serwowano nam na śniadanie w czasie ostatniego wyjazdu. Będąc w ten weekend poza domem nie miałam możliwości zabrania się za wypieki. Udałam się do cukierni, gdzie uzyskałam odpowiedź, że "czegoś takiego nie mają". Ta odpowiedź mnie zastanowiła, ale nie dałam za wygraną i zajrzałam do pobliskiej piekarni. Przy ponownej negatywnej odpowiedzi moja ochota na ten wypiek wzrosła niemalże dwukrotnie! Na croissanta czekałam dwa dni. Jadąc samochodem wpadliśmy na cudowny pomysł. Skoro rogali nie ma w cukierniach i piekarniach (w tej części Warszawy w której mieszkam też ich nie znalazłam a do Wedla daleko) ostatnią deską ratunku okazała się stacja benzynowa. Z nadzieją w oczach wysłałam męża, który zaśmiewając się pod nosem wrócił do samochodu i powiedział, że na pytanie o croissanta pani zapytała "a co to takiego"? Opis rogala również nie pomógł. Koniec, kropka. Moje ogromne pożądanie smakowe nie zostało zaspokojone. Na pomoc przyszła Mama. Ach, Mama to zawsze wszystko wie i zawsze coś wymyśli. Następnego dnia o poranku na blacie kuchennego stołu czekały na mnie dwa mięciutkie świeże croissanty. Gdzie? Skąd? W tej małej tak kochanej przeze mnie mieścince, jeśli nawet w stolicy deficyt rogali. No tak. Przecież nie ma to jak u Mamy.

Polędwica z makaronem w sosie serowym / Pork Tenderloin Pasta in Cheese Sauce

Mięso / Pork: 

450 g polędwicy wieprzowej / 450 g pork tenderloin
150 g pieczarek / 150 g mushrooms
3 łyżki oleju / 3 tsbp. oil
szczypta majeranku / pinch of marjoram
szczypta rozmarynu / pinch of rosemary
śmietana kremówka / 30% cream
3 łyżki musztardy / 3 tbsp. of mustard
sól, pieprz / salt, pepper

Makaron / Pasta:  

makaron pappadelle / pappadelle
0,5 szklanki mleka / 0,5 glass milk
150 g startego żółtego sera / 150 g grated cheese
2 plasterki pokrojonej w paski szynki / 2 ham slices, cut into strips
kilka pokrojonych cienko pieczarek / some thinly sliced mushrooms
50 ml gęstej śmietany / 50 ml thick cream
1 łyżka mąki / 1 tbsp. flour
2 ząbki czosnku / 2 cloves garlic
bazylia, tymianek, sól, pieprz / basil, thyme, salt, pepper

Mięso pokroić na kawałki. W misce wymieszać musztardę i starty czosnek. Zamarynować mięso odstawiając na noc do lodówki. Następnego dnia usmażyć polędwicę. Zdjąć mięso i na tym samym oleju usmażyć pieczarki. Pieczarki wraz z olejem umieścić w rondlu, dodać mięso i pozostałe składniki. Mieszając co jakiś czas, dusić pod przykryciem przez około 15 minut.

Makaron ugotować. Na patelni podsmażyć pieczarki i szynkę, dodać czosnek. Mleko podgrzać, dodać do niego starty ser i mieszać aż do rozpuszczenia. Do mleka dodać szynkę i pieczarki, śmietanę, tymianek, bazylię i mąkę. Gdy sos zgęstnieje zdjąć z ognia i wymieszać z makaronem.

Cut the meat into pieces. In a bowl, mix the mustard and grated garlic. Marinate meat.Place it in the refrigator overnight. The next day, fry fillet. Remove the meat and fry the mushrooms. Put mushrooms with oil in a pan, add meat and other ingredients. Simmer covered for about 15 minutes, stirring occasionally.

Cook pasta. Fry mushrooms and ham in a pan and add garlic. Heat the milk, add the grated cheese and stir until dissolved. Add fried ham and mushrooms, cream, thyme, basil and flour. When sauce thickens, remove from heat and mix with pasta.



środa, 9 kwietnia 2014

Curry z mlekiem kokosowym i czosnkiem niedźwiedzim / Curry with coconut milk and bear's garlic


Curry to sposób przyrządzania potraw w kuchni indyjskiej, charakteryzującej się mocnym aromatem i wyrazistością smaku. Nazwa pochodzi od tamilskiego kari, co w znaczeniu dosłownym oznacza sos. W Europie curry kojarzone jest głównie z curry powder czyli sproszkowaną mieszanką przypraw. Warto zaznaczyć, że do niedawna w Indiach nie znano takiego sposobu przechowywania aromatycznych mieszanek a jedynie ucierano odpowiednią ich ilość przy użyciu moździerza za każdym razem gdy potrzebowano przepraw w kuchni. Być może właśnie dzięki tej doraźnej metodzie, kuchnia indyjska jest tak zmysłowa i pachnąca. Uwielbiam dania, które można modyfikować według swoich upodobań. Dziś szukałam obiadu, który poza zmysłowym aromatem zaoferowałby mi delikatność i łagodność smaku. Jogurt i mleko kokosowe sprawdziły się w tej roli wyśmienicie. Czosnek niedźwiedzi zwieńczył całość. Mój nieprzepadający za curry mąż najadł się do syta. Zachęcam!

Curry z mlekiem kokosowym i czosnkiem niedźwiedzim / Curry with coconut milk and bear's garlic
(2 porcje / 2 servings)

duża podwójna pierś kurczaka / large double chicken breast
180 g jogurtu / 180 g yoghurt
sól, pieprz / salt, pepper
400 g mleka kokosowego / 400 g coconut milk
3 łyżki oleju / 3 tbsp. oil
1 łyżka miodu / 1 tbsp. honey
szczypta kminu rzymskiego / pinch of cumin
3 łyżki suszonego czosnku niedźwiedziego / 3 tbsp. dried bear's garlic
3 ząbki czosnku / 3 cloves of garlic
0,5 łyżeczki chilli / 0,5 tsp. chilli
0,5 łyżeczki słodkiej papryki / 0,5 tsp. sweet paprika
1 łyżeczkę curry (lub więcej) / 1 tsp. curry powder (or more)
szczypta cynamonu / pinch of cinnamon
ryż jaśminowy / jasmine rice

Pierś oczyścić i pokroić na małe kawałki.  W misce połączyć olej, miód, kmin, sól, pieprz, chilli, cynamon, słodką paprykę, pokrojony czosnek i czosnek niedźwiedzi, curry i cześć jogurtu. Porządnie wymieszać i dodać kawałki kurczaka. Odstawić na 2 godziny. Na patelni rozgrzać olej i wlać mięso razem z marynatą. Smażyć dopóki mięso nie będzie gotowe. Następnie dodać mleko kokosowe i resztę jogurtu. Wymieszać. Doprawić dodatkową ilością przypraw w zależności od smaku i upodobań. Poczekać aż sos nieco zgęstnieje. Podawać z ryżem jaśminowym.

So, we will start out with cleaning the chicken breast and cutting into small pieces. In a bowl, combine the oil, honey, cumin, salt, pepper, chilli, cinnamon, sweet peppers, chopped garlic and bear's garlic, curry and part of yogurt. Properly mix and add the chicken pieces. Let stand for 2 hours. Heat up the pan with oil and add chicken with marinade. Cook meat until it is done. Then add the coconut milk and the rest of yogurt. Mix. Season with additional spices according to your taste and preferences. Cook until the sauce is slightly thickened. Serve with jasmine rice

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Sernik fiołkowy / Violet Cheesecake


Ten sernik podany w ogrodzie w ciepły, słoneczny dzień z pewnością zauroczy Waszych gości i uwiedzie ich swoim przepięknym, głębokim kolorem. Zapamiętają go na długo zwłaszcza wtedy, gdy poinformujecie ich o tym, że powstał na bazie kwitnących nieopodal fiołków, których wyraźnie wyczuwalny zapach przywoła u Waszych gości dziecięce wspomnienia o mini bukiecikach trzymanych w kieliszeczkach do wódki. Na pewno spodoba się dzieciom. 

Sernik fiołkowy / Violet Cheesecake

4 serki homogenizowane waniliowe / 4 vanilla flavoured homogenized cheese
galaretka cytrynowa / lemon jello
100 ml wody / 100 ml water
galaretka fiołkowa (z 0,5 l wody) / violet jello (0,5 l of water) 

W 100 ml wody rozpuścić galaretkę cytrynową i dodać do serków homogenizowanych. Zmiksować. Wylać na małą tortownicę. Po zastygnięciu masy na wierzch wylać galaretkę fiołkową przygotowaną według mojego przepisu znajdującego się tutaj. Odstawić do lodówki do zastygnięcia.  

Dissolve the lemon jello in 100 ml of boiling water, add vanilla flavoured homogenized cheese and mix. Pour into small baking tin. When a substance freezes then pour violet jelly over the cheesecake. Here is the breakforcake's recipe. Set aside in the refrigerator to solidify. Enjoy!

sobota, 5 kwietnia 2014

Nalewka fiołkowa / Violet Nalewka (alcoholic beverage)


Gdy sięgam pamięcią kilkanaście lat wstecz, najsłynniejszą nalewką mojego dzieciństwa była Nalewka Babuni, którą moja Prababcia zawsze trzymała za szybą kredensu w swoim pokoju. Nalewka ta otwierana była przez Nią tylko na specjalne okazje. Gdy w domu pojawiał się gość, Prababcia Leokadia wyjmowała tę całkiem urodziwą buteleczkę zza szyby i z uśmiechem na ustach częstowała przybysza, który nie potrafiąc sprawić przykrości starszej pani, zazwyczaj wypijał kieliszeczek babcinego trunku. Albo dwa. Pamiętam, że wachlarz smaków tych nalewek był ogromny, choć Babunia upodobała sobie przede wszystkim wiśniowe i brzoskwiniowe aromaty. Wiem, że Nalewkę Babuni można kupić do dziś, choć nie jest już ten sam trunek co kiedyś. Przede wszystkim nie podoba mi się obecne opakowanie, gdyż nie przemawia do mnie nalewka bądź co bądź wiekowa, z etykietą wykonaną w stylu nowoczesnym. Gdzie ta miła pani, która kiedyś uśmiechała się do nas z etykiety i była dla mnie jako dziecka najładniejszym elementem całej butelki? No tak, zmieniły się czasy... tylko ja i mój blog uparcie tkwimy w przeszłości.

Nalewka fiołkowa / Violet Nalewka* (alcoholic beverage)

* Nalewka is a traditional Polish category of alcoholic beverage. It is usually 40 to 45% strong and is made by maceration of various ingredients in alcohol, usually vodka or spirit. Among the ingredients often used are fruits, herbs, flowers, spice, sugar.

kilogram kwiatów fiołka / 1 kg of violet flowers
sok z cytryny / lemon juice
0,5 l spirytusu / 0,5 l spirit 
0,5 l wódki / 0,5 l vodka

syrop / syrup:
szklanka cukru / glass of sugar 
szklanka wrzącej wody / glass of boiling water
sok z czarnego bzu (opcjonalnie) / eldelberry juice (optional)

Kwiaty umyć, osuszyć i umieścić w szklanym naczyniu. Zalać sokiem z cytryny, wymieszać i odstawić na 2 godziny. Zalać spirytusem i wódką, porządnie wymieszać, zamknąć i odstawić na około 2 tygodnie w ciemne miejsce. Potrząsnąć naczyniem od czasu do czasu. Po upływie 2 tygodnie odcedzić kwiaty a do nalewki dodać przygotowany syrop (składniki wymieszać i gotować do czasu aż cukier się rozpuści a syrop nieco zgęstnieje). Można dodać odrobinę soku z czarnego bzu. Przelać do butelki, zakręcić i odstawić w ciemne miejsce na przynajmniej pół roku.

Wash flowers, then dry and place in a glass dish. Pour lemon juice, stir and let stand for 2 hours. Pour alcohol and vodka, stir properly, screw the jar and leave for about two weeks in a dark place. Shake the pot from time to time. After two weeks strain the flowers and add prepared syrup (Mix ingredients and cook until the sugar dissolves and syrup thickens slightly.) You can add a dash of elderberry juice. Pour into a bottle, screw and set aside in a dark place for at least half a year.



piątek, 4 kwietnia 2014

Projekt SAKURA

 ♫ ♪ KARI - Hurry Up

Co prawda na Mazowszu wszystko dopiero zaczyna budzić się do życia po zimie i poza morelą na działce jeszcze żadne z drzew owocowych nie zamierzało brać udziału w mojej krótkiej sesji zdjęciowej, jednak gdy przeczytałam propozycję naszej koleżanki Klaudyny, autorki Ziołowego Zakątka dotyczącą tego, by wprowadzić w życie fotograficzny projekt Sakura, nie wahałam się ani chwili. Przy pierwszej możliwej okazji chwyciłam za aparat i wyruszyłam na poszukiwanie pierwszych oznak prawdziwej wiosny. Przy nocnych przymrozkach i niesprzyjającej rozkwitowi roślin pogodzie ciężko mi było znaleźć choćby wpół rozwinięte pąki jabłoni czy wiśni. Nie zawiodła mnie jednak morela, magnolia i mirabelka, których zdjęcia przedstawiam Wam w tym poście. 

Dla niewtajemniczonych Sakura to japońska nazwa ozdobnych drzew wiśniowych i ich kwiatów. Co roku Japończycy śledzą sakura-zensen, czyli front kwitnienia wiśni. Informacje o kwitnieniu nadawane są w telewizji tuż po prognozie pogody. Kwitnienie rozpoczyna się na Okinawie w lutym i zazwyczaj dociera do Kioto i Tokio na przełomie marca i kwietnia. Przesuwając się dalej na północ, na początku maja osiąga Hokkaido. Japończycy z uwagą śledzą te informacje. Razem z przyjaciółmi i rodzinami udają się do parków i świątyń, gdzie w trakcie oglądania kwiatów urządzają pikniki, nierzadko połączone ze słuchaniem tradycyjnych utworów muzycznych i tańcami.

Nasz projekt Sakura jest nieco spolszczony i dotyczy nie tylko wiśni, ale wszystkich drzew kwitnących. Więcej informacji o projekcie znajdziecie tutaj. Z przesłanych zdjęć powstanie wiosenna galeria zróżnicowanych zdjęć kwiatów z różnych części Polski. Mi się ten pomysł podoba, a Wam?

czwartek, 3 kwietnia 2014

Jak zbierać zioła?


Dla mnie już jakiś czas temu rozpoczął się sezon na zbieractwo tego, co oferuje nam natura. Dla niektórych korzystanie z jej darów może się wydawać śmieszne bo i po co, skoro wszystko czego nam potrzeba, bez problemu dostaniemy w sklepach? Nie zamierzam przekonywać tych osób, że są w błędzie, że tak jest pod wieloma względami zdrowiej, że jeśli nie spróbują domowego soku z czarnego bzu albo zupy z własnoręcznie zerwanego szczawiu ominą ich smaki, jakich w sklepach nie zaznają. Dla mnie zielarstwo to magia. Potężna wiedza, która pozwala lepiej poznać świat. Jak przyjemnie jest usiąść na łące i wystawiając buzię w gorący dzień do słońca wiedzieć, że to, co rośnie po prawej to łopian, że tam dalej nad rzeką kwitnie czeremcha, że w niedalekich zaroślach w górę pnie się chmiel. Jeśli ktokolwiek z Was uważa, że to bez sensu a znajomość zielarstwa nie jest mu do niczego w życiu potrzebna, proponuję by zakończył czytanie tego postu na najbliższej kropce.

Po co zbierać zioła? 

Jak sami widzicie na moim blogu można znaleźć wiele postów dotyczących dań powstałych na bazie darów natury. Szczególnie upodobałam sobie wykorzystanie kwiatów jadalnych, być może dlatego, że kilka lat temu nie przypuszczałabym nawet, że ich spożycie jest możliwe i wcale nie musi zakończyć się zatruciem. Po drugie jak już wspomniałam powyżej dzika kuchnia ma w sobie wiele z magii i jeśli kiedykolwiek fascynowały Was opowieści o zielarkach, wiedźmach, szamankach i druidach to z pewnością odnajdziecie się również w roli kulinarnego zielarza a przy zbiorach nie zabraknie Wam cierpliwości. Zielarstwo to również spędzanie czasu na świeżym powietrzu i ruch a te korzystnie wpływają na samopoczucie, zdrowie i dobry sen. Gwarantuję Wam również, że żadne przygotowane na bazie sklepowych składników danie nie sprawi Wam tyle satysfakcji, co potrawa sporządzona z samodzielnie zebranych komponentów.

Jak zbierać zioła? 

Tak jak niezbyt dużą znajomość ziół może Wam zrekompensować bardzo dobrze opisany i zilustrowany zielnik, tak wiedzy gdzie można się pokusić o zerwanie kwiatów (ziół) należy szukać przede wszystkim w zdrowym rozsądku. W odległych czasach zielarze mieli o tyle łatwiejsze zadanie, że i źródeł skażenia było znacznie mniej. Moja podstawowa zasada to zbieranie tylko tych roślin, które znajdziecie na wsi. Miejskie kwiaty i zioła, choć prezentują się pięknie mogą przynieść więcej szkód niż korzyści. Rajem byłoby posiadanie kawałka własnej ziemi, na której dziko kwitną fiołki, bratki i pachnące róże. Istnieje wtedy możliwość stworzenia przydomowego zielnika, w którym można posadzić zioła pierwszej potrzeby. Wyobrażacie sobie wypiekany rano chlebek z czosnkiem niedźwiedzim, albo lemoniadę ze świeżymi listkami mięty? Ogólne zasady zbieractwa ujęłabym w kilku punktach. 

  1. Ogólna znajomość zielarstwa. Jest to punkt podstawowy i oczywisty. Niektóre zioła wyglądają bardzo podobnie a mogą być trujące. Polecam zaopatrzyć się w naprawdę dobry zielnik, najlepiej z ilustracjami roślin zbliżonych wyglądem tak, aby móc je porównać. Wśród współczesnych książek tego rodzaju polecam Dziką Kuchnię Łukasza Łuczaja, jestem jednak przekonana, że coś znajdziecie w czeluściach babcinej biblioteczki.
  2. Miejsce. Roślin, które następnie przeznaczymy do spożycia nie zbieramy z przydrożnych rowów, poboczy dróg. Spaliny mogą znajdować się nie tylko na wierzchu rośliny ale też być wchłonięte do jej systemu korzeniowego czy liści. Nie zbieramy ziół rosnących w lasach lub na łąkach znajdujących się w otoczeniu fabryk lub elektrowni. Mogą być bowiem zatrute pyłami, tak jak i woda w ich pobliżu może wykazywać znaczny stopień skażenia. Należy również unikać zbiorów ziół rosnących w pobliżu pól uprawnych, gdyż mogą być nasiąknięte nawozami sztucznymi, pestycydami lub herbicydami. Kwiaty i zioła w parkach i miejskich trawnikach pozostawmy jako ozdobę. Wszystkie miejsca wystawione na możliwość kontaktu ze zwierzętami należy wykluczyć ze zbioru. Dość ciekawa jest kwestia lasu. Tak dużo mówi się teraz o bąblownicy wywoływanej przez lisi mocz (patrz punkt następny) i kategorycznym zakazie spożywania leśnych jagód, że dla spokoju odkryte, łatwo dostępne miejsca również wykluczyłabym z listy miejsc, w których można z czystym sumieniem zbierać zioła. 
  3. Mycie. Choć kiedyś mycie zabranych ziół było ściśle zakazane w dzisiejszych czasach nie pozwoliłabym sobie na takie szaleństwo. Przede wszystkim ze względu na ryzyko połknięcia jaj pasożytów. Należy pamiętać by szczególnie dokładnie myć rośliny z wilgotnych łąk i bagien (ryzyko zakażenia motylicą), pochodzące z lasów (ryzyko bąblowca) i okolic siedzib ludzkich (glista, toksoplazmoza). Najlepiej sparzyć rośliny wrzątkiem. 
  4. Kultura zielarstwa. Znajomość roślin to również znajomość gatunków chronionych. Nie zrywaj roślin będących pod ochroną, nie niszcz zasobów natury bez potrzeby, jeśli nie ma potrzeby nie wyrywaj korzeni a także zawsze pozostawiaj większość roślin danego gatunku nietkniętą.
Podstawowe zasady higieny i trochę rozsądku pozwolą Wam cieszyć się pachnącą świeżymi ziołami, magiczną kuchnią. Mam nadzieję, że wypróbujecie ze mną choć kilka z tych przepisów, które jeszcze w tym roku przed nami. Zaznaczam, że nie jestem lekarzem ani biologiem a wykorzystanie ziół i kwiatów w kuchni niesie za sobą ryzyko alergii (zwłaszcza u alergików), więc bądźcie ostrożni no i rozważni. Pozdrawiam i życzę Wam owocnych zbiorów. Póki co korzystajcie z fiołków. Następny pachnący nimi przepis już w sobotę! A poniżej nieco wątłe w tym roku irysy w ogrodzie mojej Mamy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...