-->

wtorek, 24 czerwca 2014

Wakacje na wsi

Już nie raz wspominałam Wam o tym, że uwielbiam wieś. Te wieczory nad jeziorem, spacery po łąkach i polach, zapach wiatru który pędzi po pustych przestrzeniach. Smaki, których próżno szukać w większych skupiskach ludzi, krajobrazy za którymi tęsknię żyjąc w mieście. Wieś to zdecydowanie moje miejsce na ziemi. Dziś zapraszam Was do przepięknego ogrodu. W tym roku mieni się kolorami jeszcze bardziej różnorodnymi niż w roku ubiegłym. Z radością obserwuję jak się rozwija. Na jesieni czekają nas zbiory dyni, z których mam nadzieję będę mogła przyrządzić pyszną dyniową zupę. I to z własnego ogródka! Zapraszam Was na herbatę do naszego ogrodu. To właśnie w nim ostatnio wypoczywam najczęściej. 








czwartek, 22 maja 2014

Pizza Margherita


Przyznam Wam się szczerze, że gdy za oknem o 9 rano jest 30 stopni to odechciewa mi się robić cokolwiek. Jedyną rzeczą, której z pewnością nie zabraknie w moim domu w takie dni jak dziś jest mięta z cytryną. Wczoraj na obiad przygotowałam smażoną rybę i bardzo tego żałuję. Całe szczęście są już truskawki! Niestety mój mąż to wyjątkowo mięsożerna bestia i lekkich obiadów nie uznaje. Tymczasem obchodził urodziny i pomimo tych 30 stopni mam za sobą 40 muffin, które zaniósł do pracy. :-) Dziś proponuję Wam bardzo łatwą i szybką pizzę. Idealna, jeśli nie macie ochoty na typowy tradycyjny obiad. 

Pizza Margherita

Ciasto: 
2 dag drożdzy 
2 szklanki mąki pszennej 
3/4 szklanki wody
1 łyżeczka soli
cukier 
3 łyżki oliwy z oliwek 

Dodatki:
250 g mozzarelli 
1 puszka pomidorów (lub 5 świeżych) 
tymianek bazylia oregano 
oliwa z oliwek
sól, pieprz 
1 czerwona cebula
4 ząbki czosnku

Do 1/4 szklanki lekko podgrzanej wody dodajemy drożdże, cukier i odrobinę mąki. Mieszamy i odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie zaczyn łączymy z pozostałymi składnikami na ciasto. Wyrabiamy, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce. Tymczasem szykujemy sos. W garnuszku rozgrzewamy 2 łyżki oliwy z oliwek, dodajemy drobno pokrojone cebulę i czosnek. Następnie dodajemy pomidory (jeśli są świeże należy je pokroić na ćwiartki). Następnie sól, pieprz, bazylię, oregano i tymianek. Sos gotujemy ok 10-15 minut a następnie blendujemy. Jeśli jest za gęsty można go jeszcze chwilę pogotować lub w wersji szybkiej zagęścić dodatkowymi dwiema łyżkami mąki pszennej. Wyrośnięte ciasto dzielimy na 2 części i formując placki układamy na blasze do wypiekania pizzy. Każdy z nich smarujemy przygotowanym sosem a następnie zapiekamy ok. 5-7 minut w piekarniku nagrzanym do 240 st. C.

wtorek, 13 maja 2014

Przedwojenne cukiernie Warszawy



Gdy po raz pierwszy zetknęłam się z książką autorstwa Wojciecha Herbaczyńskiego W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich nie zdawałam sobie jeszcze sprawy jak bogate było cukiernicze zaplecze przedwojennej Warszawy. Owszem wiedziałam, że prym w tej dziedzinie wiodły wiedeńskie Café a gdzieniegdzie przybysze z owych odległych krain zakładali swoje wyjątkowe kawiarenki, wprowadzające wiedeński szyk na polskie salony, gdzie można było skosztować najlepszych czekolad i ciast. Być może pamiętacie post dotyczący papieskich kremówek, w którym opisywałam właśnie jedno z takich magicznych miejsc. 

Herbaczyński udowodnił mi, że przedwojenna Warszawa przyciągająca do siebie najważniejsze głowy państwa, artystów i zasłużonych Polaków nie ustępowała w branży cukierniczej nawet wiedeńskim cukierniom.  Nie tak dawno wspomniałam na blogowym facebooku o Cukierni Lourse’a znajdującej się ongiś przy ulicy Miodowej 12 w budynku Hotelu Europejskiego. Było to wyjątkowo eleganckie i wytworne miejsce, do którego uwielbiał zaglądać ojciec Fryderyka, Mikołaj Chopin pochłonięty lekturą prasy francuskiej wyłożonej na stole. Założyciel cukierni Wawrzyniec Lourse, z pochodzenia Szwajcar zadbał o to, by jego powstała w 1821 r. cukiernia mogła konkurować z najznakomitszymi kawiarniami europejskimi. Poza budzącymi podziw w całej Warszawie lodami i ciastami, które serwował również na wynos, zachwycające było samo wnętrze cukierni. Marmurowe stoliki, kryształy, lustra, porcelana i srebrna zastawa przyciągały pragnących pławić się w luksusach i lubiących wystawne życie Warszawiaków. 

 
Jeśli ktoś wolał nieco skromniejsze miejsca mógł zajrzeć do Pasticeria di Milano przy ulicy Kruczej. Był to pierwszy w historii tego miasta sklep z wyrobami na wynos. W 1902 roku otworzył go włoski mistrz cukiernictwa Giovanni Giacomo Lardelli. Był to skromny i bardzo schludny sklepik, w którym cukiernik przyodziany w śnieżnobiały kitel podawał szczypcami nieznane dotąd w Warszawie eklerki z kremem (warszawskie były z bitą śmietaną), tartaletki z owocami i inne nieznane dotąd w stolicy pyszności. Zapotrzebowanie na te słodkości musiało być duże, zwłaszcza że Lardelii zdobył się na otwarcie kilku kolejnych cukierni w tym jeden wyłącznie dla pań. Panowie mogli tam przychodzić wyłącznie w damskim towarzystwie. Dziś zapewne byłoby to nie do pomyślenia i oskarżono by włoskiego mistrza o dyskryminację a wówczas było to bardzo chętnie odwiedzane przez kobiety miejsce i nikt nie widział w tym nic złego. 

Ówczesne cukiernie były jak prawdziwe manufaktury łakoci. Najczęściej prowadzone przez jedną rodzinę i dokładnie strzegące sekretu wyrobu serwowanych pyszności. O jednej z takich rodzin pisał sam Bolesław Prus: 

Miłości! Takeś rozmarzyła mnie,
Takeś rozkołysała duszę,
Że aż do Semadynie-
Go na czarną kawę iść muszę. 

Rodzina Semadenich na nadwiślańską ziemię przybyła z położonego w szwajcarskim kantonie Grison miasta Poschiavo w wieku XVIII. Początkowo omijali stolicę, miejsce do życia znajdując sobie w Płocku, Lublinie, Kijowie, Kaliszu i Łomży. Z biegiem lat z jednego rodu uformowały się dwie rodzinne gałęzie. Jedna cukiernicza, a druga pastorska. Niemal wszystkie pokolenia Semadenich zachowywały obywatelstwo szwajcarskie. Nie ukrywali jednak przy tym wielkiego oddania Polsce, które pieczętowali udziałem w powstaniach narodowych oraz wzorową postawą patriotyczną. W Warszawie pojawili się w XIX wieku. Pierwszą rodzinną cukiernię otworzył w 1827 roku Kacper Semadeni. Mieściła się na parterze kamienicy u zbiegu Nowego Światu i Świętokrzyskiej. Znana tak dobrze jak Cukiernia Lourse’a podbiła serca mieszkańców Warszawy zwłaszcza przepyszną czarną kawą i wybornymi ciastami. Z dzisiejszej perspektywy widać, żeta cukiernicza rodzina pragnęła zdobyć monopol na rynku warszawskich łakoci. Wszyscy synowie Kacpra (a było ich aż siedmiu) poszli w ślady ojca. W ten sposób powstawały coraz to nowe filie cukierni: przy Krakowskim Przedmieściu, na rogu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu, na rogu Marszałkowskiej i Królewskiej i przy samej już Królewskiej. Żadna z tych filii nie zyskała jednak sławy jaką zdobyła Cukiernia którą otwarto w latach pięćdziesiątych XIX wieku w gmachu Teatru Wielkiego. Po przedstawieniu widzowie, aktorzy, artyści gromadzili się w salkach „Pod Filarami” by przy rożkach śmietankowych czy petit-fourach pomówić o swoich wrażeniach i posłuchać najnowszych plotek. Ignacy Baliński tak opisywał cukiernię Teatru Wielkiego: W dwóch mrocznych i pełnych dymu pokojach na lewo i na ”górce” zbierali się w czasie prób i przed przedstawieniem aktorzy. Ciasta ucierano ręcznie, a miazgę kakaową uzyskiwano za pomocą kamiennych żaren poruszanych siłą własnych rąk. Każdy uczeń musiał przejść wszystkie etapy – nauczyć się wyrabiać ciasto drożdżowe, ucierane i kruche, a także konfitury, marmolady, dżemy, karmelki i pomadki. Musiał nie tylko nabyć wiedzę, ale również umiejętności techniczne. Surowy Semadeni miał żelazne zasady, brzydził się kłamstwem i nie znosił brudu. Pilnował więc uczniów, sprawdzał higienę dłoni i czystość fartuchów. Choć nieco fanatycznie podchodził do kwestii wychowania kolejnych pokoleń cukierników, był z natury człowiekiem bardzo dobrym, który swoich pracowników darzył nie tylko szacunkiem, ale również zaufaniem. Jego praktykantami byli wyłącznie mężczyźni, którym nie wolno było ani palić tytoniu, ani pić wódki. Semadeni zabraniał im również spotykania się z praktykantami z innych cukierni. Chciał po prostu, żeby jego uczniowie zawsze byli lepsi od innych.

Bibliografia: 

1 2
Wojciech Herbaczyński „W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich

środa, 7 maja 2014

Brokułowa zupa krem / Simple Cream of Broccoli Soup


Co prawda zupy krem najbardziej smakują mi zimą ale na tą jeszcze pewnie nie raz skusimy się nawet wtedy gdy za oknem będzie skwar, taka jest przepyszna. Mój mąż jest wielkim fanem zup a stwierdził, że ta jest najlepszą jaką kiedykolwiek jadł. Bardzo szybka i prosta do wykonania a skusi na pewno również niejednego małego niejadka. Polecam! 

Brokułowa zupa krem / Simple Cream of Broccoli Soup

1 kg brokułów / 1 kg broccoli
3 marchewki / 3 carrots 
1 cebula / 1 onion 
4 ziemniaki / 4 potatoes 
1 ząbek czosnku / 1 clove garlic 
0,5 l bulionu drobiowego / 0,5 l chicken broth
śmietana / 18% cream 
grzanki / croutons
sól i pieprz do smaku / salt and pepper to taste

Przygotować bulion.  Warzywa pokroić i ugotować do miękkości. Gdy zupa lekko ostygnie dokładnie zmiksować. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Podawać na ciepło lub zimno z dodatkiem śmietany i z grzankami. 

Prepare the broth. Cut vegetables and cook until tender. When slightly cooled mix soup thoroughly. Season to taste with salt and pepper. Serve hot or cold with the addition of cream and croutons.

wtorek, 6 maja 2014

Napój miętowy / Fresh Mint Cocktail


Nie wiem jak Wy ale ja za oknem widzę już lato. Gdy tylko zrobi się cieplej pakuję piknikowy koszyk i jadę spędzić dzień na świeżym powietrzu zajadając się przygotowanymi uprzednio smakołykami. Sami najchętniej wybieramy Radziejowice i znajdujący się tam park piknikowy. Po odpoczynku na pięknej trawie i gorącym słońcu można schłodzić się pucharkiem lodów z syropem malinowym a później zwiedzić pałac i zapoznać się bliżej z życiem i twórczością Chełmońskiego. Bardzo lubię tam wracać w gorące letnie popołudnia. Na jeden z takich dni polecam Wam orzeźwiający napój miętowy. Świetnie smakuje dobrze schłodzony.

Napój miętowy / Fresh Mint Cocktail 

4 szklanki wody / 4 glasses of water
4 szklanki soku jabłkowego / 4 glasses of apple juice
świeża mięta / fresh mint
3 łyżki cukru trzcinowego / 3 tbsp. sugar cane

Miętę umyć i zalać przegotowaną wodą. Odstawić do ostygnięcia. Następnie dodać sok jabłkowy i cukier.  Wymieszać i schłodzić. 

Wash mint put into a jar and pour with boiling water.Set aside to cool. Then add the apple juice and sugar. Mix and cool.

sobota, 3 maja 2014

Magiczne perły Ziemi Łódzkiej


W połowie tej deszczowej w Polsce Centralnej majówki, chciałoby się wyjść z domu i odkryć nowe, nieznane dotąd miejsca. Pozwolę sobie zaproponować Wam lokalizację, którą odwiedzałam już wielokrotnie i wciąż uwielbiam do niej wracać. Księżna Helena Radziwiłłowa stworzyła tu swój raj sprowadzając najlepszych architektów i artystów XVIII wiecznej Polski. Jej marzeniem był ogród będący odzwierciedleniem mitologicznej krainy wiecznej szczęśliwości, choć wynikało to nie tyle z upodobania księżnej do piękna, co z jej snobizmu. Srebra, nietuzinkowe porcelany i obrazy do nieborowskiego pałacu była bowiem w stanie dostać nawet przy użyciu siły, oszustwa czy grabieży. Miała wiele liczących się znajomości. Była przyjaciółką carycy Katarzyny II. Jednego z jej synów do chrztu podawał sam Stanisław August Poniatowski, z którym dzieliła się zresztą przestrzenią swojej alkowy, co jednak niespecjalnie przeszkadzało jej mężowi ze względu na osiągane w następstwie korzyści polityczne i majątkowe. 


Helena Radziwiłłowa była tak naprawdę nieszczęśliwą kobietą. Być może to fakt, iż straciła wszystkie swoje córki (umierały jedna po drugiej) przyczynił się do tak dużej woli wybudowania melancholijnego i romantycznego parku. Mitologiczne, bajkowe budowle, przepiękna przyroda, stawy, żywopłoty i śliczne angielskie ogrody do dziś robią wrażenie na turystach z całego świata. Nieborów i park Arkadia są zabytkami klasy 0 i jest prawie pewnym, że zwiedzając nieborowskie komnaty natraficie na turystów obcojęzycznych zachwycających się wyobraźnią i artystycznym wyczuciem księżnej. Jeśli maj uraczy nas jeszcze dobrą pogodą z całego serca zachęcam Was do odwiedzenia Nieborowa i Arkadii. Położone na ziemi łowickiej w niedalekiej odległości od Warszawy co weekend ściągają rzesze miłośników historycznej architektury. A w taki deszczowy wieczór jak dziś, zasłuchajcie się w bardzo ciekawie opowiedzianej historii księżnej Heleny Radziwiłłowej. Opowie ją Wam profesor Teresa Grzybkowska, która wypowiadała się na łamach audycji radiowej Polskiego Radia Dwójka. Link do audycji pod pierwszym zdjęciem. 
Miłego słuchania! 


Fotografie i źródło: 
2. Arkadia, akwaforta 1820, Dietrich Fryderyk (1779-1847)

środa, 23 kwietnia 2014

Naturalny płyn do demakijażu / Natural Makeup Remover


Dość długo nie pisałam, ale mam nadzieję, że mnie usprawiedliwicie. poza chorobą i świętami chciałabym wprowadzić w życie nowy projekt o którym mam nadzieję napiszę jak najprędzej i na którego ostateczne powołanie do życia liczę. Obiecuję jednak, że postaram się nie zaniedbywać więcej bloga i Was moi Drodzy Czytelnicy!

Od ostatniego wpisu minęło dosłownie kilka dni a za oknem jest już lato. Wczoraj ostentacyjnie porzuciłam ciepły płaszcz na rzecz wiosennej, lekkiej kurtki. Uciekając w pośpiechu przed burzą zapomniałam zajrzeć do drogerii po płyn do demakijażu, co muszę przyznać wyszło mi na dobre motywując mnie do stworzenia domowego, naturalnego płynu, który nie podrażnia skóry i jest bardzo delikatny. Mając w szafce rumianek zabrałam się do pracy i po zaledwie 15 minutach czekania, mogłam spokojnie zmyć wczorajszy makijaż. 

Naturalny płyn do demakijażu / Natural Makeup Remover

3 łyżki suszonego rumianku / 3 tbsp. dried chamomile
1/4 szklanki wrzątku / 1/4 cup of boiling water
4 łyżki oliwy z oliwek / 4 tbsp. olive oil

Rumianek zaparzyć i pozostawić do ostygnięcia. Odcedzić. Następnie dodać oliwę i porządnie wstrząsnąć. Przelać do buteleczki (najlepiej z ciemnego szkła). Ze względu na brak środków konserwujących, płyn powinien być zużyty w przeciągu dwóch tygodni. Pamiętaj aby przed każdym użyciem wstrząsnąć buteleczkę.

Brew chamomile and leave to cool. Strain. Then add the olive oil and shake properly. Pour into a bottle (preferably dark glass). Remover should be used within two weeks, due to lack of preservatives. Remember to shake before using. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...