-->
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielarstwo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 grudnia 2014

DOMOWA HERBATKA LAKTACYJNA

Mary Cassatt - Louise Nursing Her Child (1898)

Wiele z moich czytelniczek to młode mamy, które na co dzień poświęcają się swym maluchom, dbając o ich zdrowie, dobrobyt i szczęście. Jak wiadomo nie ma nic lepszego od pokarmu mamy. Żadne mleko modyfikowane nie zastąpi wartości, które kobieta może przekazać swemu dziecku w pierwszych miesiącach jego życia. Dzięki karmieniu piersią można uniknąć nie tylko wielu chorób (przez pokarm maluszkowi dostarczane są przeciwciała) i  alergii, ale również zatroszczyć się o jego rozwój emocjonalny. Niewiele jest w życiu chwil piękniejszych niż to intymne sam na sam w relacji matka-dziecko. Pomimo tego, iż w obecnych czasach młode mamy w przypadku problemów z karmieniem mogą udać się po poradę i pomoc do doradców laktacyjnych (a według specjalistów najczęstsze problemy z karmieniem/brakiem pokarmu można wyeliminować korygując niewielkie błędy) to czasem trzeba sięgnąć po laktacyjne wspomagacze. Do kupienia w aptekach i sklepach zielarskich jest mnóstwo herbatek typu Bocianek, które są gotowymi mieszankami ziół, jednakże których smak i działanie nie każdej z pań odpowiada. Dziś podpowiem Wam jak samodzielnie przygotować domową herbatkę pobudzającą laktację. 

Propozycja nr 1

2 czubate łyżki owoców anyżu
2 czubate łyżki kopru włoskiego 
2 czubate łyżki nasion kozieradki
do smaku: dzika róża, malina, cytryna, miód, cukier (opcjonalnie)

Propozycja nr 2 

2 czubate łyżki ziela rutwicy lekarskiej
2 łyżeczki owoców anyżu 
2 łyżeczki kopru włoskiego
do smaku: dzika róża, malina, cytryna, miód, cukier (opcjonalnie) 

Propozycja nr 3

2 łyżeczki owoców anyżu 
2 łyżki liści melisy 
3 łyżki ziela rutwicy lekarskiej 
4 łyżki owoców kopru włoskiego 
do smaku: dzika róża, malina, cytryna, miód, cukier (opcjonalnie) 

Przygotowanie: Zioła ubijamy starannie w moździerzu. Kiedy są wystarczająco rozdrobnione, dokładnie je mieszamy. Jedną łyżeczkę gotowej mieszanki umieszczamy w szklance i zalewamy wrzącą wodą.

Wszystkie Panie u których nie ma przeciwwskazań medycznych serdecznie zachęcam do karmienia swoich maluszków piersią!

środa, 26 listopada 2014

SYROP Z CZARNEGO BZU I RÓŻY


Uważnie staram się nadrobić stracone chwile. Kiedy nastał czas kwitnących drzew ja sama nie mogłam podzielić się z Wami przepisami na kolejne wspaniałości jakie możemy zrobić we własnej kuchni czerpiąc z przyrody. Mam jednak nadzieję, że te przepisy pozostaną w Waszej pamięci a gdy drzewa i krzewy zakwitną ponownie, w odpowiednim momencie zajrzycie do mojej kwiatowej kuchni. A warto! 

Syrop z czarnego bzu i róży 

20 baldachimów kwiatów czarnego bzu 
100 g płatków dzikiej róży 
1,5 kg cukru 
1 litr wody 
1 cytryna

Kwiaty zebrać ze względnie czystego i oddalonego od ruchliwych ulic miejsca. Następnie oderwać kwiaty (płatki) od łodyżek i ułożyć na ok 10 minut na jasnym papierze w celu pozbycia się ewentualnych lokatorów. W następnej kolejności kwiaty przepłukać, delikatnie wycisnąć i umieścić w słoiczku.

Następnie przygotować syrop. Cytrynę dokładnie umyć i pokroić w plasterki. Wodę, cukier i cytrynę umieścić w jednym garnku i gotować cały czas mieszając, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Cytrynę wyciągnąć i wycisnąć sok. Syrop delikatnie przestudzić i zalać nim kwiaty. Szczelnie zamknąć słoiczek i odstawić na ok 1,5 tygodnia. Po tym czasie odcedzić kwiaty i przelać całość do czystego słoiczka. Tak przygotowany syrop można podawać w upalne dni, dodając niewielką jego porcję do mocno schłodzonej wody gazowanej. Serwować z cytryną. 


wtorek, 18 listopada 2014

SYROP Z KWIATÓW BZU CZARNEGO




Czarny bez to roślina magiczna. Mówi się o niej, że istnieje na pograniczu magii i medycyny. Nasi przodkowie wykorzystywali jego lecznice właściwości wierząc przy tym, że krzew ten jest mieszkaniem i siedliskiem czarodziejek, elfów, bogów i... diabła. Czarny bez szczególne znaczenie odgrywał w mitologii Słowian. Uznawany za święte drzewo życia pośredniczące pomiędzy światami żywych i umarłych. Dla Celtów krzew czarnego bzu był znakiem świętości i nieskończoności. W kalendarzu druidów zajmował trzynaste i ostatnie miejsce wśród drzew roku.

Szacunek dla czarnego bzu był tak ogromny, że przechodząc obok niego należało uchylić kapelusz a przed zerwaniem owocu, kwiatu czy gałązki uklęknąć, złożyć ręce i wymówić słowa Pani bzowino, daj mi trochę swego drzewa a ja Ci dam trochę mego, gdy w lesie wyrośnie. Bezkarnie mogły bez rwać jedynie wdowy i sieroty.

Jeśli zainteresowała Was magiczna historia tego krzewu serdecznie zapraszam do przeszukania zasobów mitologii słowiańskiej jak również zajrzenia do publikacji, z których wiedzę zaczerpnęłam:

Bieniasz M.: Czarny bez – między magią a medycyną. Sad Nowoczesny 2011 nr 5, s.94-95.
Cunningham, S.: Encyklopedia magicznych roślin. Białystok: "Studio Astropsychologii", 2009.

Tymczasem bardzo rozpaczam, że ze względów zdrowotnych póki co nie mogę  dolać syropu z czarnego bzu do herbaty jak zawsze czyniłam, jednakże jego działanie rozgrzewające póki co nie jest dla mnie wskazane. Wam oczywiście bardzo polecam jako świetny środek na zwiększenie odporności, szczególnie w chłodne dni.

Syrop z kwiatów bzu czarnego 

30 baldachimów kwiatów czarnego bzu
1 litr wody
4 dkg kwasku cytrynowego
2 kg cukru


Kwiaty obrać z łodyg, zalać wrzątkiem i odstawić na 2 dni. Po tym czasie przelać przez sito, dodać cukier, kwasek i zagotować aż do uzyskania syropu. Powstałą pianę zebrać i wylać. Gotowy syrop przelać do buteleczek lub słoiczków, zamknąć i pasteryzować przez ok 5 minut. Polecam!



środa, 12 listopada 2014

ZŁOTO MAROKA - OLEJEK ARGANOWY




Maroko to kolorowe suki na których można kupić wiele przepięknych i dekoracyjnych elementów wystroju wnętrz, ażurowe lampy, tkane złotą nicią bogate we wzory materiały, biżuterię, ceramikę, przyprawy, dywany, meble, antyki a nawet... środki magiczne. Wśród tych wszystkich wspaniałości i bogactw można również odnaleźć bogactwo, które nasyci nasze ciało... argan. Wyjątkowy wyciąg doceniony przez ludzi na całym świecie a produkowany JEDYNIE w Maroku. 

Nazywany przez Marokańczyków eliksirem młodości jest wykorzystywany w najlepszych europejskich ośrodkach SPA aczkolwiek... jego kulinarna odmiana z powodzeniem służy jako bardzo dobry dodatek do surówek i dań kuchni marokańskiej. Ostatnio miałam okazję zasmakować w surówce z dodatkiem oleju arganowego i muszę stwierdzić, że jego delikatny i subtelny aromat migdałowy z powodzeniem podbił moje kubki smakowe.

W skład olejku arganowego wchodzą: tokopherole, triterperalkohole, monoazylglyzerole, tłuszcze nasycone i nienasycone a także kwasy tłuszczowe OMEGA. Drzewo arganowe to jedno z najstarszych drzew na świecie, które ze względu na odpowiedni klimat występuje tylko na obszarze Maroka. Jego zdziczałe odmiany można znaleźć również na południu Hiszpanii jednakże nie nadają się one do produkcji pełnowartościowego wyciągu arganowego. Każde z drzew owocuje co drugi rok. Ciekawostką jest to, że owoce arganowca to prawdziwy kozi przysmak a najdroższe wersje kosmetyku są tworzone właśnie przy współpracy kóz, które wspinając się na kręte pnie drzew podjadają liście i owoce. W miejscu gdzie je wydalają wyrasta nowe drzewo. W tradycyjnej metodzie pozyskiwania nasion tubylcy korzystali z przetworzonych przez kozy owoców, co znacznie ułatwiało dostęp do wnętrza nasion (zmiękczało skorupkę) i przyspieszało proces produkcji cennego olejku.


Produkcją olejku trudnią się kobiety. Zebrane ziarna są suszone, prażone a następnie pozbawiane skorupy. Powstały mus rozcieńcza się przy użyciu wody a potem wyciska się z niego olej. Kuchenna jego wersja posiada orzechowy posmak i lekko czerwony kolor. Kosmetyczny olejek arganowy dzięki obróbce jest pozbawiany zabarwienia i smaku.  

Dlaczego jest taki drogi? Z jednego drzewa, które rodzi średnio 30 kg owoców wytwarza się zaledwie 1 litr olejku, którego produkcja zajmuje około 1,5 dnia. W Polsce 500 ml olejku kosztuje ok 110 zł. Będąc w Maroko można go kupić nieco taniej.

Właściwości? Opóźnia procesy starzenia, łagodzi objawy alergii, poprawia elastyczność skóry, łagodzi podrażnienia, działa przeciwzapalnie, nawilża, wspomaga pozbycie się cellulitu, przyspiesza gojenie, odżywia skórę i chroni naskórek przed przesuszeniem i pęknięciami.

Jest szczególnie polecany w pielęgnacji niemowląt, w miejsce oliwki. Jednakże należy wówczas wybierać olejki pozbawione substancji zapachowych, naturalne.



wtorek, 24 czerwca 2014

Wakacje na wsi

Już nie raz wspominałam Wam o tym, że uwielbiam wieś. Te wieczory nad jeziorem, spacery po łąkach i polach, zapach wiatru który pędzi po pustych przestrzeniach. Smaki, których próżno szukać w większych skupiskach ludzi, krajobrazy za którymi tęsknię żyjąc w mieście. Wieś to zdecydowanie moje miejsce na ziemi. Dziś zapraszam Was do przepięknego ogrodu. W tym roku mieni się kolorami jeszcze bardziej różnorodnymi niż w roku ubiegłym. Z radością obserwuję jak się rozwija. Na jesieni czekają nas zbiory dyni, z których mam nadzieję będę mogła przyrządzić pyszną dyniową zupę. I to z własnego ogródka! Zapraszam Was na herbatę do naszego ogrodu. To właśnie w nim ostatnio wypoczywam najczęściej. 








wtorek, 6 maja 2014

Napój miętowy / Fresh Mint Cocktail


Nie wiem jak Wy ale ja za oknem widzę już lato. Gdy tylko zrobi się cieplej pakuję piknikowy koszyk i jadę spędzić dzień na świeżym powietrzu zajadając się przygotowanymi uprzednio smakołykami. Sami najchętniej wybieramy Radziejowice i znajdujący się tam park piknikowy. Po odpoczynku na pięknej trawie i gorącym słońcu można schłodzić się pucharkiem lodów z syropem malinowym a później zwiedzić pałac i zapoznać się bliżej z życiem i twórczością Chełmońskiego. Bardzo lubię tam wracać w gorące letnie popołudnia. Na jeden z takich dni polecam Wam orzeźwiający napój miętowy. Świetnie smakuje dobrze schłodzony.

Napój miętowy / Fresh Mint Cocktail 

4 szklanki wody / 4 glasses of water
4 szklanki soku jabłkowego / 4 glasses of apple juice
świeża mięta / fresh mint
3 łyżki cukru trzcinowego / 3 tbsp. sugar cane

Miętę umyć i zalać przegotowaną wodą. Odstawić do ostygnięcia. Następnie dodać sok jabłkowy i cukier.  Wymieszać i schłodzić. 

Wash mint put into a jar and pour with boiling water.Set aside to cool. Then add the apple juice and sugar. Mix and cool.

środa, 23 kwietnia 2014

Naturalny płyn do demakijażu / Natural Makeup Remover


Dość długo nie pisałam, ale mam nadzieję, że mnie usprawiedliwicie. poza chorobą i świętami chciałabym wprowadzić w życie nowy projekt o którym mam nadzieję napiszę jak najprędzej i na którego ostateczne powołanie do życia liczę. Obiecuję jednak, że postaram się nie zaniedbywać więcej bloga i Was moi Drodzy Czytelnicy!

Od ostatniego wpisu minęło dosłownie kilka dni a za oknem jest już lato. Wczoraj ostentacyjnie porzuciłam ciepły płaszcz na rzecz wiosennej, lekkiej kurtki. Uciekając w pośpiechu przed burzą zapomniałam zajrzeć do drogerii po płyn do demakijażu, co muszę przyznać wyszło mi na dobre motywując mnie do stworzenia domowego, naturalnego płynu, który nie podrażnia skóry i jest bardzo delikatny. Mając w szafce rumianek zabrałam się do pracy i po zaledwie 15 minutach czekania, mogłam spokojnie zmyć wczorajszy makijaż. 

Naturalny płyn do demakijażu / Natural Makeup Remover

3 łyżki suszonego rumianku / 3 tbsp. dried chamomile
1/4 szklanki wrzątku / 1/4 cup of boiling water
4 łyżki oliwy z oliwek / 4 tbsp. olive oil

Rumianek zaparzyć i pozostawić do ostygnięcia. Odcedzić. Następnie dodać oliwę i porządnie wstrząsnąć. Przelać do buteleczki (najlepiej z ciemnego szkła). Ze względu na brak środków konserwujących, płyn powinien być zużyty w przeciągu dwóch tygodni. Pamiętaj aby przed każdym użyciem wstrząsnąć buteleczkę.

Brew chamomile and leave to cool. Strain. Then add the olive oil and shake properly. Pour into a bottle (preferably dark glass). Remover should be used within two weeks, due to lack of preservatives. Remember to shake before using. 

wtorek, 15 kwietnia 2014

Likier fiołkowy / Violet Liqueur


Dziś bardzo krótko gdyż jestem chora i organizm odmawia posłuszeństwa. Widocznie dopadło mnie jedno z wiosennych przeziębień. Tak sobie pomyślałam, że kolejny post powinien dotyczyć naturalnych metod przeciwdziałania bólowi gardła. W tym temacie jestem już mistrzynią. A dziś - przedostatni już w tym roku fiołkowy post. Spokojnej nocy Kochani i trzymajcie się ciepło.

Likier fiołkowy / Violet Liqueur

200 ml spirytusu / 200 ml spirit
500 ml mleka / 500 ml milk
300 g cukru / 300 g sugar
płatki fiołków (im więcej tym większy będzie aromat) / violet petals (the more the greater flavor)
sok z cytryny / lemon juice

Fiołki skropić sokiem z cytryny, zalać spirytusem, zakręcić butelkę i odstawić na noc. Mleko zagotować z cukrem. Powinien z niego powstać syrop. Gdy mleko wystygnie, połączyć je ze spirytusem. Dobrze wymieszać. Przechowywać w lodówce i mieszać przed każdym użyciem.

Prepare violets by sprinkling on a lemon juice, pour spirit, cap the bottle and let stand overnight. Milk and sugar bring to the boil and simmer until a syrup consistency is formed. When milk gets cold milk, combine with alcohol. Mix well. Store in the refrigerator and stir before each use.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Sernik fiołkowy / Violet Cheesecake


Ten sernik podany w ogrodzie w ciepły, słoneczny dzień z pewnością zauroczy Waszych gości i uwiedzie ich swoim przepięknym, głębokim kolorem. Zapamiętają go na długo zwłaszcza wtedy, gdy poinformujecie ich o tym, że powstał na bazie kwitnących nieopodal fiołków, których wyraźnie wyczuwalny zapach przywoła u Waszych gości dziecięce wspomnienia o mini bukiecikach trzymanych w kieliszeczkach do wódki. Na pewno spodoba się dzieciom. 

Sernik fiołkowy / Violet Cheesecake

4 serki homogenizowane waniliowe / 4 vanilla flavoured homogenized cheese
galaretka cytrynowa / lemon jello
100 ml wody / 100 ml water
galaretka fiołkowa (z 0,5 l wody) / violet jello (0,5 l of water) 

W 100 ml wody rozpuścić galaretkę cytrynową i dodać do serków homogenizowanych. Zmiksować. Wylać na małą tortownicę. Po zastygnięciu masy na wierzch wylać galaretkę fiołkową przygotowaną według mojego przepisu znajdującego się tutaj. Odstawić do lodówki do zastygnięcia.  

Dissolve the lemon jello in 100 ml of boiling water, add vanilla flavoured homogenized cheese and mix. Pour into small baking tin. When a substance freezes then pour violet jelly over the cheesecake. Here is the breakforcake's recipe. Set aside in the refrigerator to solidify. Enjoy!

sobota, 5 kwietnia 2014

Nalewka fiołkowa / Violet Nalewka (alcoholic beverage)


Gdy sięgam pamięcią kilkanaście lat wstecz, najsłynniejszą nalewką mojego dzieciństwa była Nalewka Babuni, którą moja Prababcia zawsze trzymała za szybą kredensu w swoim pokoju. Nalewka ta otwierana była przez Nią tylko na specjalne okazje. Gdy w domu pojawiał się gość, Prababcia Leokadia wyjmowała tę całkiem urodziwą buteleczkę zza szyby i z uśmiechem na ustach częstowała przybysza, który nie potrafiąc sprawić przykrości starszej pani, zazwyczaj wypijał kieliszeczek babcinego trunku. Albo dwa. Pamiętam, że wachlarz smaków tych nalewek był ogromny, choć Babunia upodobała sobie przede wszystkim wiśniowe i brzoskwiniowe aromaty. Wiem, że Nalewkę Babuni można kupić do dziś, choć nie jest już ten sam trunek co kiedyś. Przede wszystkim nie podoba mi się obecne opakowanie, gdyż nie przemawia do mnie nalewka bądź co bądź wiekowa, z etykietą wykonaną w stylu nowoczesnym. Gdzie ta miła pani, która kiedyś uśmiechała się do nas z etykiety i była dla mnie jako dziecka najładniejszym elementem całej butelki? No tak, zmieniły się czasy... tylko ja i mój blog uparcie tkwimy w przeszłości.

Nalewka fiołkowa / Violet Nalewka* (alcoholic beverage)

* Nalewka is a traditional Polish category of alcoholic beverage. It is usually 40 to 45% strong and is made by maceration of various ingredients in alcohol, usually vodka or spirit. Among the ingredients often used are fruits, herbs, flowers, spice, sugar.

kilogram kwiatów fiołka / 1 kg of violet flowers
sok z cytryny / lemon juice
0,5 l spirytusu / 0,5 l spirit 
0,5 l wódki / 0,5 l vodka

syrop / syrup:
szklanka cukru / glass of sugar 
szklanka wrzącej wody / glass of boiling water
sok z czarnego bzu (opcjonalnie) / eldelberry juice (optional)

Kwiaty umyć, osuszyć i umieścić w szklanym naczyniu. Zalać sokiem z cytryny, wymieszać i odstawić na 2 godziny. Zalać spirytusem i wódką, porządnie wymieszać, zamknąć i odstawić na około 2 tygodnie w ciemne miejsce. Potrząsnąć naczyniem od czasu do czasu. Po upływie 2 tygodnie odcedzić kwiaty a do nalewki dodać przygotowany syrop (składniki wymieszać i gotować do czasu aż cukier się rozpuści a syrop nieco zgęstnieje). Można dodać odrobinę soku z czarnego bzu. Przelać do butelki, zakręcić i odstawić w ciemne miejsce na przynajmniej pół roku.

Wash flowers, then dry and place in a glass dish. Pour lemon juice, stir and let stand for 2 hours. Pour alcohol and vodka, stir properly, screw the jar and leave for about two weeks in a dark place. Shake the pot from time to time. After two weeks strain the flowers and add prepared syrup (Mix ingredients and cook until the sugar dissolves and syrup thickens slightly.) You can add a dash of elderberry juice. Pour into a bottle, screw and set aside in a dark place for at least half a year.



piątek, 4 kwietnia 2014

Projekt SAKURA

 ♫ ♪ KARI - Hurry Up

Co prawda na Mazowszu wszystko dopiero zaczyna budzić się do życia po zimie i poza morelą na działce jeszcze żadne z drzew owocowych nie zamierzało brać udziału w mojej krótkiej sesji zdjęciowej, jednak gdy przeczytałam propozycję naszej koleżanki Klaudyny, autorki Ziołowego Zakątka dotyczącą tego, by wprowadzić w życie fotograficzny projekt Sakura, nie wahałam się ani chwili. Przy pierwszej możliwej okazji chwyciłam za aparat i wyruszyłam na poszukiwanie pierwszych oznak prawdziwej wiosny. Przy nocnych przymrozkach i niesprzyjającej rozkwitowi roślin pogodzie ciężko mi było znaleźć choćby wpół rozwinięte pąki jabłoni czy wiśni. Nie zawiodła mnie jednak morela, magnolia i mirabelka, których zdjęcia przedstawiam Wam w tym poście. 

Dla niewtajemniczonych Sakura to japońska nazwa ozdobnych drzew wiśniowych i ich kwiatów. Co roku Japończycy śledzą sakura-zensen, czyli front kwitnienia wiśni. Informacje o kwitnieniu nadawane są w telewizji tuż po prognozie pogody. Kwitnienie rozpoczyna się na Okinawie w lutym i zazwyczaj dociera do Kioto i Tokio na przełomie marca i kwietnia. Przesuwając się dalej na północ, na początku maja osiąga Hokkaido. Japończycy z uwagą śledzą te informacje. Razem z przyjaciółmi i rodzinami udają się do parków i świątyń, gdzie w trakcie oglądania kwiatów urządzają pikniki, nierzadko połączone ze słuchaniem tradycyjnych utworów muzycznych i tańcami.

Nasz projekt Sakura jest nieco spolszczony i dotyczy nie tylko wiśni, ale wszystkich drzew kwitnących. Więcej informacji o projekcie znajdziecie tutaj. Z przesłanych zdjęć powstanie wiosenna galeria zróżnicowanych zdjęć kwiatów z różnych części Polski. Mi się ten pomysł podoba, a Wam?

czwartek, 3 kwietnia 2014

Jak zbierać zioła?


Dla mnie już jakiś czas temu rozpoczął się sezon na zbieractwo tego, co oferuje nam natura. Dla niektórych korzystanie z jej darów może się wydawać śmieszne bo i po co, skoro wszystko czego nam potrzeba, bez problemu dostaniemy w sklepach? Nie zamierzam przekonywać tych osób, że są w błędzie, że tak jest pod wieloma względami zdrowiej, że jeśli nie spróbują domowego soku z czarnego bzu albo zupy z własnoręcznie zerwanego szczawiu ominą ich smaki, jakich w sklepach nie zaznają. Dla mnie zielarstwo to magia. Potężna wiedza, która pozwala lepiej poznać świat. Jak przyjemnie jest usiąść na łące i wystawiając buzię w gorący dzień do słońca wiedzieć, że to, co rośnie po prawej to łopian, że tam dalej nad rzeką kwitnie czeremcha, że w niedalekich zaroślach w górę pnie się chmiel. Jeśli ktokolwiek z Was uważa, że to bez sensu a znajomość zielarstwa nie jest mu do niczego w życiu potrzebna, proponuję by zakończył czytanie tego postu na najbliższej kropce.

Po co zbierać zioła? 

Jak sami widzicie na moim blogu można znaleźć wiele postów dotyczących dań powstałych na bazie darów natury. Szczególnie upodobałam sobie wykorzystanie kwiatów jadalnych, być może dlatego, że kilka lat temu nie przypuszczałabym nawet, że ich spożycie jest możliwe i wcale nie musi zakończyć się zatruciem. Po drugie jak już wspomniałam powyżej dzika kuchnia ma w sobie wiele z magii i jeśli kiedykolwiek fascynowały Was opowieści o zielarkach, wiedźmach, szamankach i druidach to z pewnością odnajdziecie się również w roli kulinarnego zielarza a przy zbiorach nie zabraknie Wam cierpliwości. Zielarstwo to również spędzanie czasu na świeżym powietrzu i ruch a te korzystnie wpływają na samopoczucie, zdrowie i dobry sen. Gwarantuję Wam również, że żadne przygotowane na bazie sklepowych składników danie nie sprawi Wam tyle satysfakcji, co potrawa sporządzona z samodzielnie zebranych komponentów.

Jak zbierać zioła? 

Tak jak niezbyt dużą znajomość ziół może Wam zrekompensować bardzo dobrze opisany i zilustrowany zielnik, tak wiedzy gdzie można się pokusić o zerwanie kwiatów (ziół) należy szukać przede wszystkim w zdrowym rozsądku. W odległych czasach zielarze mieli o tyle łatwiejsze zadanie, że i źródeł skażenia było znacznie mniej. Moja podstawowa zasada to zbieranie tylko tych roślin, które znajdziecie na wsi. Miejskie kwiaty i zioła, choć prezentują się pięknie mogą przynieść więcej szkód niż korzyści. Rajem byłoby posiadanie kawałka własnej ziemi, na której dziko kwitną fiołki, bratki i pachnące róże. Istnieje wtedy możliwość stworzenia przydomowego zielnika, w którym można posadzić zioła pierwszej potrzeby. Wyobrażacie sobie wypiekany rano chlebek z czosnkiem niedźwiedzim, albo lemoniadę ze świeżymi listkami mięty? Ogólne zasady zbieractwa ujęłabym w kilku punktach. 

  1. Ogólna znajomość zielarstwa. Jest to punkt podstawowy i oczywisty. Niektóre zioła wyglądają bardzo podobnie a mogą być trujące. Polecam zaopatrzyć się w naprawdę dobry zielnik, najlepiej z ilustracjami roślin zbliżonych wyglądem tak, aby móc je porównać. Wśród współczesnych książek tego rodzaju polecam Dziką Kuchnię Łukasza Łuczaja, jestem jednak przekonana, że coś znajdziecie w czeluściach babcinej biblioteczki.
  2. Miejsce. Roślin, które następnie przeznaczymy do spożycia nie zbieramy z przydrożnych rowów, poboczy dróg. Spaliny mogą znajdować się nie tylko na wierzchu rośliny ale też być wchłonięte do jej systemu korzeniowego czy liści. Nie zbieramy ziół rosnących w lasach lub na łąkach znajdujących się w otoczeniu fabryk lub elektrowni. Mogą być bowiem zatrute pyłami, tak jak i woda w ich pobliżu może wykazywać znaczny stopień skażenia. Należy również unikać zbiorów ziół rosnących w pobliżu pól uprawnych, gdyż mogą być nasiąknięte nawozami sztucznymi, pestycydami lub herbicydami. Kwiaty i zioła w parkach i miejskich trawnikach pozostawmy jako ozdobę. Wszystkie miejsca wystawione na możliwość kontaktu ze zwierzętami należy wykluczyć ze zbioru. Dość ciekawa jest kwestia lasu. Tak dużo mówi się teraz o bąblownicy wywoływanej przez lisi mocz (patrz punkt następny) i kategorycznym zakazie spożywania leśnych jagód, że dla spokoju odkryte, łatwo dostępne miejsca również wykluczyłabym z listy miejsc, w których można z czystym sumieniem zbierać zioła. 
  3. Mycie. Choć kiedyś mycie zabranych ziół było ściśle zakazane w dzisiejszych czasach nie pozwoliłabym sobie na takie szaleństwo. Przede wszystkim ze względu na ryzyko połknięcia jaj pasożytów. Należy pamiętać by szczególnie dokładnie myć rośliny z wilgotnych łąk i bagien (ryzyko zakażenia motylicą), pochodzące z lasów (ryzyko bąblowca) i okolic siedzib ludzkich (glista, toksoplazmoza). Najlepiej sparzyć rośliny wrzątkiem. 
  4. Kultura zielarstwa. Znajomość roślin to również znajomość gatunków chronionych. Nie zrywaj roślin będących pod ochroną, nie niszcz zasobów natury bez potrzeby, jeśli nie ma potrzeby nie wyrywaj korzeni a także zawsze pozostawiaj większość roślin danego gatunku nietkniętą.
Podstawowe zasady higieny i trochę rozsądku pozwolą Wam cieszyć się pachnącą świeżymi ziołami, magiczną kuchnią. Mam nadzieję, że wypróbujecie ze mną choć kilka z tych przepisów, które jeszcze w tym roku przed nami. Zaznaczam, że nie jestem lekarzem ani biologiem a wykorzystanie ziół i kwiatów w kuchni niesie za sobą ryzyko alergii (zwłaszcza u alergików), więc bądźcie ostrożni no i rozważni. Pozdrawiam i życzę Wam owocnych zbiorów. Póki co korzystajcie z fiołków. Następny pachnący nimi przepis już w sobotę! A poniżej nieco wątłe w tym roku irysy w ogrodzie mojej Mamy.

Galaretka fiołkowa / Violet Jelly


Za oknem wszystko budzi się do życia. Leniwie, pachnąco, dokarmiane ciepłymi promieniami słońca. Każda pora roku rządzi się w kuchni swoimi prawami i to na co miałam ochotę w mroźne, zimowe wieczory, w takim dniu jak dziś, mogłoby się nie sprawdzić. Wychodząc codziennie na dwór moje podniebienie nęcą powolutku wspomnienia zeszłorocznych knedli ze śliwkami, pierogów z jagodami, słodkich truskawek ze śmietaną. Ach! Zapomniałam o śliwkowym placku. Z niecierpliwością oczekuję również rabarbaru i zapachu kwiatów w ogrodzie mojej Mamy, rowerowych wycieczek i spełnienia założeń kulinarnych, jakie obiecałam sobie rok temu. Póki co cieszę się ogromnie z pierwszych darów wiosny. Kolejny przepis z fiołkami. Korzystajcie, póki możecie. One są tak ulotne.

Galaretka fiołkowa / Violet Jelly

1 litr wody / 1 l water
4 szklanki fiołków / 4 glasses of violets
sok z cytryny / lemon juice
500 g cukru żelującego z pektynami / 500 g jelly sugar with pectin

Kwiaty umyć i oberwać płatki. Płatki wrzucić do słoika i zalać wrzącą wodą. Dodać sok z cytryny, przykryć i odstawić na noc. Następnego dnia odcedzić i dodać cukier. Porządnie wymieszać, doprowadzić do wrzenia i gotować przez około 4 minuty. Gorącą galaretkę przelać do słoiczków i pozostawić do zastygnięcia. 
Wash flowers and disbud petals. Put petals into a jar and pour with boiling water. Add the lemon juice, cover and let stand overnight. The next day, drain and add sugar. Mix properly, bring to a boil and cook for about 4 minutes. Pour hot jelly into jars and allow to solidify.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Fiołkowe Tiramisu / Violet Tiramisu


To bardzo subtelne i delikatne w smaku tiramisu spodoba się każdemu kwiatożercy. Przy zbieraniu kwiatów na syrop a następnie odrywaniu płatków narobiłam się okrutnie, jednak wierzcie mi, że było warto. Nie tylko dla zapachu i wyglądu bo fiołki uwielbiam, ale przede wszystkim dla możliwości ich użycia w kuchni. Zapraszam, jeśli macie ochotę uwolnić odrobinę magii w Waszej kuchni!

Fiołkowe Tiramisu / Violet Tiramisu

500 g mascarpone / 500 g mascarpone
100 g białego rumu / 100 g white rum
syrop fiołkowy / violet syrup
500 g śmietany 36% / 500 g 36% cream
opakowanie biszkoptów / pack of ladyfingers
120 g cukru pudru / 120 g icing sugar

Część syropu i serek utrzeć na gładką masę. Śmietanę ubić z cukrem pudrem i gdy będzie już sztywna dodać do serka, wymieszać. Pozostałą część syropu wymieszać z rumem i nasączać w nich biszkopty. Układać warstwowo: biszkopty, masa, biszkopty, masa tak by na wierzchu ciasta znajdowała się masa. Odstawić na noc do lodówki. Przystroić fiołkami, polać syropem (opcjonalnie) i podawać schłodzone.

Pound mascarpone with part of syrup until light and smooth. Beat cream with icing sugar and add to cheese when rigid. The remainder syrup mixed with rum and soak them biscuits. Arrange in layers: biscuits, cream, biscuits... Remember, the cream should be on top. Let stand overnight in the refrigerator. Adorn with violets, pour syrup (optional) and serve chilled.

niedziela, 30 marca 2014

Syrop fiołkowy / Violet Syrup


W moim ogrodzie czuć już prawdziwą wiosnę. Poza kwitnącymi drzewkami morelowymi, wśród trawy zamieszkują całe połacie fiołków. Kulinarnie czekałam na ten moment od zeszłego roku, gdyż pierwsze wpisy na blogu pojawiły się już po fiołkowym sezonie. Obiecałam sobie wówczas, że nadrobię zaległości za rok. Nadchodzi sezon na niebywale ciekawą, uroczą i magiczną kwiatową kuchnię. Bardzo się z tego powodu cieszę i szczerze mówiąc częściej myślę sobie o kwiatowych łakociach aniżeli deserach prawdziwie świątecznych. Mam nadzieję, że niejednym pachnącym kwiatowo deserem Was w tym roku zaskoczę i że odważnie będziecie próbować moich przepisów. Na pierwszy ogień, bu uczcić fiołkowy sezon polecam Wam syrop, który może być bazą wielu ciekawych, kuchennych eksperymentów.

Syrop fiołkowy / Violet Syrup 

100 g kwiatów fiołka / 100 g violet flowers
0,5 l wody / 0,5 l of water
cukier (ilość równa wadze odcedzonego soku) / sugar (mass the same as weight of drain juice)
sok z połowy cytryny / juice of half a lemon

Fiołki umyć i wysuszyć na papierze. Oderwać płatki, przełożyć do słoika i zalać wrzątkiem. Dodać sok z cytryny i odstawić na kilka godzin. Odcedzić sok i wycisnąć fiołki. Sok przelać do garnuszka, dodać cukier i gotować około 30 minut, stale mieszając. Przelać do buteleczki i zakręcić.

Wash violets and dry on paper. Peel cereal, put into a jar and pour with boiling water. Add lemon juice and let stand for several hours. Strain the juice and squeeze violets. Pour juice into a pan, add sugar and cook about 30 minutes, stirring constantly. Pour into a bottle and tighten.

środa, 12 marca 2014

Naturalny szampon do wykonania w domu / Natural Homemade Shampoo


Ostatnio jestem na etapie poszukiwania ciekawostek dotyczących kosmetyków naturalnych, które bez problemu można wykonać w domu. Jest w tym wiele magii, zwłaszcza że w obecnych czasach już praktycznie nikt nie zastanawia się nad składnikami zawartymi w kosmetykach, które wkładamy do koszyka będąc w drogerii. Nie ukrywajmy, tak jest szybciej i wygodniej. Śledząc od czasu do czasu stare zielniki zastanawiam się jak wiele tracimy. Wszystko czego potrzeba naszemu zdrowiu i urodzie jest w naturze. W zeszłym stuleciu nasze prababki biegały po łąkach w poszukiwaniu rumianku do swoich jasnych włosów a na problemy z cerą rwały bratki. Pomimo braku zaawansowanych metod utrzymywania urody nad którymi latami pracują obecnie specjaliści, wyglądały co rano o niebo lepiej i zdrowiej od nas. Najnowsze badania wykazały, że przeciętna kobieta wciera w siebie codziennie około 515 substancji chemicznych. Czy warto tracić zdrowie kosztem urody? Zapraszam do sięgnięcia po kilka składników i wykonania zdrowego, naturalnego i ekologicznego szamponu do włosów. 

Naturalny szampon / Natural Homemade Shampoo

60 ml mleka kokosowego (można zrobić samemu) / 1/4 cup (60 ml) coconut milk (you can do it yourself)
kilka kapsułek witaminy E / several capsules of vitamin E
20 kropel olejku eterycznego (rozmaryn, lawenda) / 20 drops of essential oils (rosemary, lavender)
do włosów suchych: 0,5 łyżeczki oleju migdałowego / for dry hair: 0,5 tsp almond oil

Wszystkie składniki umieścić w butelce i dobrze wymieszać. Szampon naturalny nadaje się do użytku tylko przez miesiąc (brak konserwantów). Przed każdym użyciem należy wstrząsnąć butelką. Do mycia wystarczy kropla o objętości równej objętości łyżeczki do herbaty.

Combine all ingredients in bottle and mix well. Natural shampoo should be used for up to a month (no preservatives). Shake before each use. Use about a teaspoon every time.

piątek, 7 marca 2014

Larendogra - Woda Królowej Węgier / The Queen of Hungary's Water


W czasach gdy źródłem urody były rośliny i zioła, które najpierw trzeba było samodzielnie zebrać i odpowiednio przygotować, utrzymanie pięknej cery było nie lada wyzwaniem. Piękna, gładka i promienna twarz była największym pragnieniem młodych księżniczek i arystokratek i miała świadczyć o ich szlacheckim pochodzeniu. Przy braku jakichkolwiek obowiązków, troska o urodę była jedynym zajęciem wysoko urodzonych kobiet. Przez setki lat począwszy od średniowiecza najsłynniejszym w całej Europie kosmetykiem sprzyjającym zatrzymaniu młodości i urody była larendogra. Jej nazwa to spolszczone L'eau de la reine d'Hongrie - czyli Woda królowej Węgier.

Historia kosmetyku, którym nacierano twarz i szyję w celu uwydatnienia urody a także całe ciało by wyzbyć się takich schorzeń jak gościec czy reumatyzm sięga XIV wieku. Pomysłodawczynią toniku powstałego na bazie wyciągu z rozmarynu i lawendy była Elżbieta Piastówna (1305 - 1380), siostra Kazimierza Wielkiego. Wedle zapisów kronikarzy dzięki stosowaniu larendogry 72 letnia królowa promieniała urodą i młodością jakby odmłodzona o 20 lat. Będąc w imieniu syna regentką w Polsce budziła wręcz zgorszenie wśród dwórek, jako że zmywała swą wodą nie tylko twarz i dekolt ale całe ciało, zawstydzając wyglądem niejedną znacznie młodszą od siebie arystokratkę. Dożyła sędziwego wieku siedem­dziesięciu pięciu lat, co kobietom nieczęsto się wówczas zda­rzało, do końca zachowując przy tym niespożytą energię i piękny wygląd. Zakrawało to niemal na cud i było przypisywane czarom - magicznej wręcz wodzie, która podtrzymywała wital­ność i urodę królowej.

                                                                         Elżbieta Piastówna

Zagorzałą zwolenniczką larendogry była również Anna Wazówna (1562 - 1625), która szczególnie interesowała się zielarstwem i przypisywała mu duże znaczenie w pielęgnacji zdrowia i urody. Larendogra to nic innego jak wyciąg z kwiatów lawendy i rozmarynu. Pachnąca lawenda ma działanie bakteriobójcze i wyjątkowo dobrze działa na unicestwienie bakterii ropotwórczych. Pamiętacie, pisałam kiedyś o tym jak żołnierze francuscy używali jej w czasie wojny do tworzenia opatrunków przyspieszających gojenie ran. Poza tym olejek z kwiatu lawendy świetnie sprawdza się w egzemach, świądach skóry, nerwobólach i bólach reumatycznych. Drugi ze składników wody - rozmaryn w Europie Zachodniej do dziś stosowany jest jako dodatek do kosmetyków przeciwzmarszczkowych i ujędrniających.

Powiem Wam, że w trakcie przygotowania Wody królowej Węgier cieszyłam się jak dziecko. Larendogra posiada przepiękny ziołowy zapach. Co ciekawe istnieją również perfumy o tej samej nazwie. Początkowo byłam niezbyt przekonana co do zawartości 90% spirytusu, który następnie miałabym aplikować na twarz. Zupełnie niepotrzebnie. Po pierwsze spirytus leżakuje razem z ziołami przez około 2 tygodnie a następnie jest rozcieńczany z wodą w proporcji 1:1. W zalewie krytyki co do kosmetyków opartych na bazie spirytusu z radością muszę stwierdzić, iż widocznie to dzięki wyciągom z lawendy i rozmarynu moja twarz ani się nie ciągnie ani nie przesusza. Wręcz przeciwnie - stała się gładka i nawilżona. Do tego ten zapach. Ja jestem larendogrą zachwycona i już teraz zamieniłam na nią mój dotychczasowy tonik sklepowy, który osiągał przy niej nieporównywalnie gorsze rezultaty a moja skóra po kilku godzinach od jego użycia znów stawała się tłusta. Przy larendogrze moja cera prezentuje się znacznie zdrowiej. Zachęcam! 

Larendogra - Woda Królowej Węgier / The Queen of Hungary's Water

50 g suszonego kwiatu lawendy / 50 g of dried lavender flower
100 g suszonego rozmarynu / 100 g dried rosemary
spirytus 90% / alcohol 90%

Lawendę i rozmaryn zalać spirytusem tak, by przykrył zioła. Trzymać w zamkniętym słoiczku i ciemnym miejscu przez dwa tygodnie. Po tym czasie odcisnąć zioła a roztwór rozcieńczyć z wodą w proporcji 1:1. Przelać do ciemnej buteleczki i trzymać z dala od słońca. Przed nałożeniem na wacik potrząsnąć buteleczką. A później pozostaje już tylko młodnieć... ;-)

Pour alcohol over lavender and rosemary. Should cover the herbs. Keep in a closed jar in a dark place for two weeks. After this time squeeze herbs and dilute solution with water in a ratio of 1:1. Pour into a dark bottle and keep away from the sun. Shake the bottle before use.  

piątek, 21 lutego 2014

Ciasteczka rumiankowe / Camomille Cookies

Zauważyłam, że w mojej kuchni coraz częściej zaczynam sięgać po zioła. Być może jest to kwestia sklepu zielarskiego, który mam tuż pod nosem. Uwielbiam tam zaglądać co jakiś czas w poszukiwaniu nowości i inspiracji. Uwielbiam zapach ziół i tę tajemniczą aurę, która ku mojej uciesze wyraźnie zjednuje coraz większe rzesze klientów. Jeszcze nie tak dawno sklep świecił pustkami a teraz czasem ciężko się pomieścić na jego niezbyt dużej powierzchni. Widocznie to eko-moda zainspirowała ludzi do zapoznania się z tym, co oferuje nam Matka Natura. Gdy buszuję z zapałem po sklepowych półkach a wokół mnie tańczy milion zapachów, w głowie pojawiają się naprawdę (i dosłownie!) dzikie pomysły. Oto jeden z nich. Te ciasteczka są troszkę podobne do lawendowych choć ich aromat nie jest aż tak intensywny. Urzekająca jest ich delikatność smaku. Tylko ziołowe ciasteczka mogą mieć w sobie coś takiego, co potwierdził nawet mój mąż. Skończyłam je robić wczoraj wieczorem i już dziś rano domagał się ich do pracy. Całe szczęście, że cześć uchroniłam i mogłam spokojnie zrobić zdjęcia. A oto przepis: 

Ciasteczka rumiankowe / Camomille Cookies

150 g masła / 150 g butter
150 g cukru pudru / 150 g castor sugar
300 g mąki / 300 g flour
1 łyżeczka skórki z cytryny / 1 tsp lemon zest
 2 łyżki ugniecionych koszyczków rumianku / 2 tbsp grated Chamomile
2 łyżki śmietany 18% / 2 tbsp 18 % cream
1 żółtko / 1 yolk

Połączyć wszystkie składniki i dokładnie wyrobić ciasto. Jeśli jest lepkie, dodać mąki. Następnie uformować kulę i włożyć do lodówki na około 30 minut. Po tym czasie stolnicę oprószyć mąką. Ciasto rozwałkować na grubość ok 0,5 cm. Wyciąć kształty. Ciasteczka ułożyć na blasze do pieczenia wyłożonej papierem. Piekarnik nagrzać do 180°C i piec około 15 minut aż staną się przyrumienione.  
Unikać w przypadku uczulenia na rumianek.

Combine all the ingredients and knead the dough. If it is sticky, add more flour. Then form a bullet and place in the fridge for about 30 minutes. After this time dust a pastry board with flour. Roll out the dough to a thickness of about 0.5 cm. Cut out the shapes. Place cookies on a baking sheet. Preheat oven to 180°C (350°F) and bake for about 15 minutes until cookies are golden brown.  
Avoid it if you are allergic to chamomile.


sobota, 1 lutego 2014

Kandyzowany imbir / Candied Ginger

Tym postem kończę imbirowy tydzień. Proponuję Wam zdrowy smakołyk, który można dodać do ciasta, deseru lub jeść niezależnie. Słodki a zarazem ostry w smaku. Może być przechowywany w syropie lub w suchej postaci. U mnie obtoczony w cukrze trzcinowym. Bardzo prosty w przygotowaniu.

Kandyzowany imbir / Candied Ginger 

100 g imbiru / 100 g ginger
3 szklanki wody / 2 glasses of water
3 szklanki cukru / 2 glasses of sugar 

Imbir obrać i pokroić na małe kawałki. Dodać do dwóch szklanek wody i zagotować. Gotować około 10 minut. Następnie dodać cukier i wymieszać dopóki się rozpuści. Gotować do czasu aż syrop będzie gęsty. Odłowić kawałki imbiru. Na papier do pieczenia wysypać cukier trzcinowy. Obtoczyć w nim kawałki imbiru. Zamknąć w szczelnym słoiku.

Peel ginger and cut into small pieces. Add two cups of water and boil. Cook for about 10 minutes. Then add sugar and stir until dissolved. Boil until thick. Catch the pieces of ginger. Place cane sugar on the parchment paper. Toss pieces of ginger. Put in a jar.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...