-->

czwartek, 6 czerwca 2013

Lasagne bolognese

Na myśl o lasagne za każdym razem przychodzi mi do głowy zapach pomidorów mocno doprawianych bazylią, tymiankiem i oregano. Przed oczami przemykają krajobrazy Italii jak z książki Frances Mayes Pod słońcem Toskanii, gdzie rozległe pola lawendy, przeplatają się z plantacjami winorośli. Pod stopami czuję miękki piach, nad głową świeci słońce a wiejący znad Adriatyku ciepły wiatr, delikatnie muska twarz. Włosi to szczęściarze! Nie dość że tyle smakołyków mają na wyciągnięcie ręki, tyle historycznych miejsc, które warto i powinno się odwiedzić i kraj, którego geograficzne położenie jest dla mnie rozwiązaniem idealnym. Ciepłe morze i góry w zasięgu wzroku. Czego chcieć więcej? Jednak są przecież jeszcze ludzie. Tak samo pogodni jak aura miejsca, w którym mieszkają. Miałam kiedyś okazję spędzić wakacje we włoskim domu, z włoskimi sąsiadami. Poza kilkoma butelkami domowej grappy, przepisem na nią, ręcznie tkaną serwetą i setką miłych wspomnień, przywiozłam ze sobą dożywotni sentyment do Italii.

Historia lasagne jest jednak niepewna. Na dworze króla Anglii Ryszarda II, którego okres panowania przypadał na lata 1377-1399 zajadano się potrawą bardzo przypominającą włoski przysmak, co mogłoby zburzyć obecną teorię o jej pochodzeniu. Co ciekawe, przepis na to danie nazywane wówczas loseyns został zapisany w pierwszej angielskiej książce kucharskiej.* Z pomocą Włochom w tej kwestii przyszła jednak etymologia i to właśnie dzięki niej lasagne jest obecnie uznawana za włoskie danie. Słowo lasagne zaczerpnięto bowiem z greckiego lasanon, co oznaczało nocnik. Rzymianie najprawdopodobniej przekształcili to słowo na lasanum, czyli gar. Stąd przypuszczenie, że to właśnie oni są pełnoprawnymi twórcami tego dania.

Ja przygotowałam tradycyjną lasagne z domowym sosem bolognese i beszamelowym. Jest to porcja dla około 3-4 osób (w zależności od wielkości porcji).

Lasagne bolognese
(wg przepisu Jana i Jakuba Kuroniów)

- 200 g makaronu lasagne
- 500 g mięsa mielonego
- 2 cebule
- 4 ząbki czosnku
- 500 g dojrzałych pomidorów obranych ze skórki
- 100 g oliwy z oliwek
- 300 g startego, żółtego sera
- sól do smaku
- tymianek, oregano, bazylia (ja dodałam po pół czubatej łyżki każdego z ziół)

Sos beszamelowy:
- 2 łyżki masła
- 2 łyżki mąki
- 500 g mleka
- sól, pieprz i gałka muszkatołowa


Rozgrzewamy oliwę. Cebulę i czosnek drobno kroimy. Czekamy aż się podsmażą. Następnie dodajemy mięso i również podsmażamy przez około 10 minut. Pomidory myjemy, obieramy ze skórki i kroimy na kawałki. Dodajemy do mięsa i cebuli, w dalszym ciągu trzymając całość na ogniu. Doprawiamy solą, bazylią, tymiankiem i oregano. Masło rozpuszczamy w osobnym garnuszku, dodajemy mąkę i pół litra zimnego mleka. Stale podgrzewając, mieszamy energicznie i czekamy aż sos zgęstnieje. Następnie doprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Płaty lasagne układamy w naczyniu wysmarowanym oliwą. Na makaronie układamy część startego sera a następnie kolejno sos bolognese, sos beszamelowy, ponownie żółty ser i warstwę makaronu. Czynności powtarzamy aż do wykorzystania składników. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni i pieczemy lasagne około 50 minut.

 * Historia lasagne na podstawie Artelis.

środa, 5 czerwca 2013

Ciasto z rabarbarem


Nie sądziłam, że pisząc ten post będę się zajadać ostatnim już kawałkiem ciasta rabarbarowego. Myślałam, że będzie zalegać na moim stole dopóty, dopóki nie zjem go osobiście. Zwłaszcza po wyznaniach męża, dla którego rabarbar ma smak buraka zmieszanego z mango, nie spodziewałam się w domu smakoszy łasych na moje ciasto. ;-) Jakże się myliłam. 

Specjalnie użyłam formy niewielkich rozmiarów. U mnie była to tortownica o średnicy 23 cm. Bardzo lubię, gdy w wypiekach z dodatkiem rabarbaru czy truskawek subtelna kwaśność dodatku nie może przegryźć się ze słodyczą ciasta, dlatego też staram się za każdym razem delikatnie wyważać ich smak.

Ciasto rabarbarowe

- 300 - 400 g rabarbaru 
- 100 g miękkiego masła
- 150 g mąki
- 160 g cukru
- 1 łyżeczka cukru waniliowego
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3 jajka
- szczypta soli 
- cukier puder do posypania

Rabarbar myjemy, obieramy ze skórki i kroimy na małe kawałki. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i solą. W osobnej misce, przy użyciu miksera łączymy ze sobą masło, cukier, cukier waniliowy i po kolei dodajemy jajka. Wszystko ucieramy na jednolitą masę i przelewamy ją do mąki. Powstałe ciasto delikatnie miksujemy aż wszystkie składniki połączą się. Dodajemy rabarbar i mieszamy masę łyżką. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Tortownicę (u mnie była to forma o średnicy 23 cm) smarujemy olejem i wysypujemy bułką tartą. Przelewamy do formy ciasto i rozprowadzamy je łyżką, aby dopasować ciasto do brzegów tortownicy. Pieczemy przez około godzinę. Jeśli za bardzo się rumieni, przykrywamy folią aluminiową. Po wyjęciu z piekarnika czekamy aż ciasto przestygnie i posypujemy cukrem pudrem.

Ciasto jest bardzo łatwe i szybkie do przygotowania. Ma delikatny, lekko kwaśny smak, więc jeśli lubicie gdy ciasto jest bardzo kwaśne, proponuję zwiększyć ilość rabarbaru.

Pozdrawiam Was serdecznie w ten deszczowo - burzowy dzień. Mam nadzieję, że powodzie i podtopienia wszystkich szczęśliwie ominą.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Historia pewnej kremówki...



Jedliście kiedyś papieskie kremówki? Pan Hagenhuber produkował ongiś chyba najbardziej znane ciastko w Polsce. Jego cukiernia znajdowała się przy wadowickim rynku pod numerem 15 - na rogu z ulicą Mickiewicza, tam gdzie obecnie mieści się cukiernia Waniliowa i bank. 

Karol Hagenhuber, wiedeński cukiernik i człowiek niebywale dbający o szczegóły, sam dobierał wszystkie składniki, niezbędne do wytwarzania sygnowanych jego nazwiskiem łakoci. Osobiście przemierzał pobliskie targowiska w poszukiwaniu najlepszych maseł, mąk, cukrów i jaj. Nie dziwi mnie zatem fakt, iż wkładając w swą pracę tyle serca, jego cukiernia stała się w niedługim czasie głównym punktem spotkań Wadowiczan a wieść o przepysznych słodkościach tak szybko się rozeszła. Drzwi do cukierni stały się dla mieszkańców Wadowic wejściem do wiedeńskiego die Pracht, gdzie przy walcach Straussa i w oparach wiedeńskiej czekolady, mogli popijając kawę i herbatę serwowane w porcelanie i w towarzystwie srebrnej zastawy, zajadać się najlepszymi pod słońcem kremówkami z masą budyniową. Jednym z wielbicieli wyrobów cukierniczych pana Hagenhubera był Karol Wojtyła, przyszły Jan Paweł II i rodowity Wadowiczanin. W czasie jednej z pielgrzymek do swego miasta, wskazując na nieistniejącą już cukiernię wspomniał, że po maturze szli tam wraz z kolegami na kremówki, zakładając się, kto z nich zje najwięcej ciastek. Wedle wspomnień kolegów małego Karola, nigdy nie udało się zjeść ich więcej niż dwanaście, co dla mnie i tak jest sprawą dość niebywałą zwłaszcza, że te z masą budyniową są wyjątkowo słodkie. W 1945 roku wiedeński cukiernik został zmuszony do porzucenia wadowickiej cukierni i osiedlenia się poza granicami Polski. Wraz z nim nieodwracalnie odeszła żywa legenda papieskich kremówek.

Co ciekawe w Małopolsce, w odniesieniu do ciasta francuskiego przekładanego kremem lub budyniem, zawsze używa się określenia kremówka. W Warszawie i Wrocławiu papieskie ciastko (przełożone budyniem) byłoby nazwane napoleonką. Określenie kremówka jest bowiem zarezerwowane tylko dla przekładańca z kremowym nadzieniem. Zupełnie odwrotnie jest w Łodzi. W Wielkopolsce nazwę napoleonka stosuje się do obu typów ciast.

Zauroczona cukiernią Hagenhubera postanowiłam przygotować tradycyjną, papieską kremówkę. Jest delikatna w smaku, z dużą ilością słodkiego, domowego budyniu, którego nadmiar można jeść łyżkami. Dla zabieganych istnieje możliwość wykorzystania kupnego ciasta francuskiego. Ja osobiście wolę je zrobić samodzielnie.

Papieskie kremówki:

Ciasto: 
- 250 g mąki
- 250 g masła
- 125 ml wody 
- 1 łyżeczka octu
- szczypta soli

Budyń: 
- 1 l mleka
- 1 szklanka cukru
- cukier waniliowy
- 1 szklanka mąki
- 5 żółtek

Połączyć mąkę, sól, wodę i ocet. Wyrobić ręcznie ciasto i uformować kulę, którą następnie należy zawinąć w folię i schować na pół godziny do lodówki. Po wyjęciu rozwałkować na prostokąt (tak aby jego środek był grubszy a ciasto na brzegach cieńsze), na środku wyłożyć porwane na kawałeczki masło, zawinąć i znów schować do lodówki na 15 minut. Po tym czasie wyjmujemy ciasto i wałkujemy, w razie potrzeby podsypując mąką, jeśli jest zanadto klejące. Składamy na trzy i znów wkładamy do lodówki na 15 minut. Czynność tę powtarzamy około 3 lub 4 razy. Następnie ciasto dzielimy na dwie części. Każdą z nich wałkujemy na prostokąt wielkości formy, w której będziemy je piec. U mnie była to blaszka 26x36 cm. Smarujemy blachę tłuszczem, wysypujemy bułką tartą i pieczemy ciasto około 12 minut w temperaturze 230 stopni. Po wyjęciu górną część ciasta kroimy ostrym nożem na porcje (przykryjemy nimi budyń), uważając aby się nie pokruszyło. Zaczynamy robić budyń. 2 szklanki zimnego mleka miksujemy z żółtkami i mąką. W pozostałej części mleka rozpuszczamy cukier i cukier waniliowy i czekamy aż zacznie wrzeć, następnie wlewamy zimne mleko z mąką do garnka z gotującym mlekiem i energicznie mieszamy, czekając aż zgęstnieje. Czekamy by budyń lekko przestygł a następnie wykładamy go na spód od ciasta znajdujący się w blasze. Wyłożony budyń przykrywamy pociętymi uprzednio porcjami ciasta i chowamy do lodówki. Gdy krem zgęstnieje ostrym nożem odcinamy (wzdłuż przecięć wierzchu) kawałki spodu i podajemy gotowe już kremówki, posypane cukrem pudrem. 

Smacznego! 

źródło: Poskier E. Gazeta Łomiankowska nr. 7/2005; 
Archiwalna fotografia cukierni pochodzi ze strony: http://parafiamaszkienice.pl/portal/?p=488

sobota, 1 czerwca 2013

La pizza Capricciosa


W języku włoskim słowo capricciosa oznacza "kapryśna", "grymaśna". Nie wiem czy to zbieżność charakterów czy też zupełny przypadek, ale idąc do pizzerii zawsze zamawiam właśnie tę pizzę. ;-)  Capricciosa zawiera w sobie wszystko, czego według mnie pizzy potrzeba: delikatny smak pieczarek, wyraźnie wyczuwalny aromat szynki i dużą ilość ciągnącego się sera. Według Włochów "kapryśność" tej pizzy polega na tym, że nigdy nie potrafią przewidzieć, jakie składniki znajdą się na cieście. Zasada jest bowiem taka, że do przygotowania Capricciosy możemy użyć wszystkiego co mamy akurat pod ręką. 

Poniżej przedstawiam przepis na najlepszą, domową pizzę jaką kiedykolwiek jadłam. Z dużą ilością sera, pieczarek i czosnku. Mocno aromatyzowaną bazylią, oregano i tymiankiem. Do tego obowiązkowo sos czosnkowy. Powracam do niej bardzo często, najczęściej na prośbę rodziny. Z podanego przepisu wychodzą dwie, duże pizze. 

La pizza Capricciosa

Ciasto:
- 2 szklanki mąki
- 60 g świeżych drożdży
- 4 łyżki lekko podgrzanego mleka
- 2 łyżki cukru
- 1 łyżeczka mąki (do wyrastających drożdży)
- 1 łyżeczka soli
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- 0,5 szklanki wody

Sos:
- 1 mała, drobno posiekana cebula
- 500 g przecieru pomidorowego (ja używam tego w kartoniku firmy Dawtona)
- 1 szklanka wody
- tymianek, bazylia, oregano (po pół łyżeczki każdej z przypraw)
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- pieprz i sól do smaku  

Dodatki:
- 1 duża, drobno posiekana cebula
- ok. 10 pieczarek
- starty na małych oczkach żółty ser
- kilka plasterków szynki
- ser mozzarella
- sól i pieprz do smaku

Sos czosnkowy: 
- śmietana 18%
- majonez
- 4 ząbki czosnku
- 1 łyżeczka cukru
- sól, pieprz, bazylia, oregano, tymianek

Przygotowanie sosu czosnkowego - Do śmietany dodajemy około 3-4 łyżek majonezu. Wyciskamy ząbki czosnku, dodajemy cukier, po dużej łyżce bazylii, oregano i tymianku. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Wstawiamy do lodówki. 

Przygotowanie pizzy:
Podgrzewamy mleko wymieszane z cukrem i łyżką mąki. Kruszymy do niego drożdże, mieszamy aż się rozpuszczą i odstawiamy do wyrośnięcia na 10 minut. W międzyczasie łączymy pozostałą mąkę, sól, oliwę z oliwek i wodę a następnie dodajemy wyrośnięte drożdże. Zaczynamy zagniatać ciasto, aż będzie samo odchodziło od ręki. W razie potrzeby podsypujemy mąką. Zagniecione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na około pół godziny.

Dużą cebulę drobno siekamy i szklimy na oliwie z oliwek. Następnie dodajemy do niej pokrojone w plasterki pieczarki. Czekamy aż się zarumienią i doprawiamy lekko solą. Na osobnej patelni małą cebulę również szklimy na oliwie z oliwek a następnie wlewamy do niej przecier pomidorowy, wodę i przyprawy (tymianek, oregano, bazylię). Mieszamy i czekamy aż zacznie wrzeć. Doprawiamy solą i pieprzem i zdejmujemy z ognia. 

Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części. Każdą z nich wałkujemy na mocno omączonej stolnicy na cienki placek i przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia posmarowanym olejem, aby papier nie przywarł do ciasta. Następnie nakładamy składniki. W pierwszej kolejności smarujemy ciasto połową sosu pomidorowego a następnie nakładamy dodatki - cebulę z pieczarkami. Całość posypujemy serem mozzarella i kładziemy na to plasterki szynki. Szynkę obsypujemy porządnie startym, żółtym serem. Tak przygotowaną pizzę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 250 stopni (najlepiej z włączonym termoobiegiem) i pieczemy przez około 8-9 minut. 

Pizza jest naprawdę pyszna!


czwartek, 30 maja 2013

Rainbow cake, czyli tęczowy tort

Początek długiego weekendu przywitałam imieninami Mamy. Z tej okazji przez pół wczorajszego dnia piekłam najradośniejszy tort, jaki do tej pory udało mi się stworzyć. Idealny na urodziny dziecka czy przyjęcie - ucieszy oczy wszystkich gości. Jestem przekonana, że wyjątkowo bogate wnętrze tego wypieku, zachęci do skosztowania choćby kawałeczka, nawet największych przeciwników tortów. 

Co dla mnie ważne, tort nie jest zbyt słodki. Ma lekko cytrynowy smak i dzięki dużej ilości kremu jest bardzo puszysty i lekki.

Rainbow cake

Składniki potrzebne do przygotowania ciasta:
- 375 g mąki pszennej
- 4 łyżeczki proszku do pieczenia
- 0,5 łyżeczki soli
- 250 g cukru
- 225 g masła
- 2 łyżeczki aromatu waniliowego
- 5 białek
- 350 g mleka
- barwniki: fioletowy, niebieski, zielony, żółty, pomarańczowy, czerwony

Składniki potrzebne do przygotowania kremu:
- 1 kg śmietany 36%
- 250 g serka mascarpone
- 5 łyżek cukru pudru
- aromat cytrynowy 10 ml

Mąkę łączymy z proszkiem do pieczenia, solą, cukrem i masłem ubijając mikserem jednolitą masę. Następnie dodajemy białka, aromat waniliowy i nadal miksując, powoli dolewamy mleko. Gotowe ciasto ważymy i dzielimy na sześć równych części. U mnie było to około 227 gram. Każdą z przygotowanych części wkładamy do osobnej miski i dobieramy barwniki. Ja użyłam bardzo wydajnych barwników w proszku, włoskiej marki Fiorio. Barwę ciasta regulujemy ilością dodanego barwnika pamiętając, że po upieczeniu nasycenie koloru będzie znacznie większe. W moim przypadku należało użyć ilości dwóch wykałaczek. Każdą porcję ciasta przelewamy do nasmarowanej wcześniej olejem i wysypanej bułką tartą tortownicy i pieczemy osobno w temperaturze około 190 stopni przez 15 minut. Czekamy aż ciasto ostygnie.

W międzyczasie przygotowujemy krem. Śmietanę łączymy z cukrem pudrem i ubijamy na sztywną pianę. Następnie dodajemy aromat cytrynowy i serek mascarpone. Nadal ubijamy przy użyciu miksera, aż masa osiągnie jednolitą konsystencję.

Każdą z porcji ciasta smarujemy dość grubą warstwą kremu. Krem układamy również na wierzchu i po bokach tortu. W kwestii dekoracji nie ma granic. Ja użyłam do tego celu jadalnych kwiatów begonii. Należy pamiętać aby przed podaniem ciasto wstawić na kilka godzin do lodówki. 

wtorek, 28 maja 2013

Oślepiona majem, nic nie wiem, prócz, że pachną bzy.

Krople deszczu chyba już na dobre zamieszkały dziś na moim oknie. Zielonymi liśćmi pobliskich lip szarga od rana niestrudzenie wiatr. Lubię takie dni, gdy miasto jak dziś jest ociężałe, potulne. Lubię puste ulice i kałuże, w których przeglądają się drzewa. Jest melancholijnie i cicho jak w kryminałach Agathy Christie, którymi zaczytywałam się niegdyś w deszczowe dni, nie licząc się ze zdaniem bibliotekarza, zwolennika nieco ambitniejszych lektur. Idealny, książkowy dzień.

Co prawda książka, którą chciałabym Wam przedstawić ma zupełnie inny charakter. Jest dowcipna, ironiczna, pełna ciekawostek dotyczących epoki, gdy ulicami spacerował Tuwim, Żeromski pisał Ludzi bezdomnych a serca kobiet łamał Witkacy. To właśnie wówczas powstawały największe dzieła Wojciecha Kossaka. Z jego córkami - Madzią i Lilką - dni mijają mi ostatnio wyjątkowo dobrze. Opowiadają mi o życiu, o zwyczajach, o trudach bycia córką znanego malarza, o chłopcach i o poezji, której nie bez kozery poświęciła życie Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Zalotnica Niebieska to książka siostry o siostrze, znanej poetce. Uwielbiany przeze mnie, nieco cyniczny język Magdaleny Samozwaniec, z nutką wyczuwalnej jednak siostrzanej miłości i zrozumienia dla artystycznej, aczkolwiek nieco ekscentrycznej duszy poetki. Wyobrażaliście sobie kiedyś jak mogło wyglądać życie w czasach, gdy dobrze nam znani ze szkół młodopolscy artyści, grywali razem w brydża pod lipą? Życie Kossaków z przymrużeniem oka. Z perspektywy krakowskiej Kossakówki. Mamidło, Kucharcia, krakowskie Bielany i... konie w salonie. 
Do tego mogę wracać bez końca.

Ślepa jestem. Oślepiona majem. 
Nic nie wiem, prócz, że pachną bzy. 
I ustami tylko poznaję, 
Żeś to nie ty...

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska 

 

Magdalena Samozwaniec. Zalotnica Niebieska. Świat Książki.
       

poniedziałek, 27 maja 2013

Żurawinowy cocktail

O właściwościach dobroczynnych żurawiny można by mówić dużo. Nie dość że jest bogata w witaminę C wzmacniającą odporność organizmu to jeszcze wykorzystuje się ją w farmaceutyce, ze względu na jej nieocenione właściwości do walki z chorobami układu moczowego. Poza wartością leczniczą posiada również walory smakowe i dlatego dość często gości na moim stole jako dodatek do mięs.

Dziś postanowiłam wykorzystać suszoną żurawinę do stworzenia szybkiego i zdrowego deseru wieńczącego obiad. Miało być smacznie, lekko i orzeźwiająco.

Żurawinowy cocktail

15 dag suszonych żurawin
1 litr maślanki
2 łyżki miodu
2 łyżeczki cukru
sok wyciśnięty z połowy dużej cytryny

Przygotowanie tego deseru jest wyjątkowo proste. Wszystkie składniki łączymy ze sobą za pomocą blendera zwracając uwagę na to, aby jak najdokładniej rozmiksować dodaną żurawinę. Cocktail możemy dodatkowo dosłodzić, lecz za pomocą cukru. Zbyt duża ilość miodu niekorzystnie wpłynie na smak owoców.

Smacznego!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...