-->
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielarstwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 stycznia 2014

Chleb pachnący szałwią i rozmarynem / Fragrant Bread with Sage and Rosemary



 Chleb pachnący szałwią i rozmarynem / Fragrant Bread with Sage and Rosemary
 (2 małe bochenki / 2 small loaves)

1 łyżka cukru / 1 tbsp sugar
250 ml ciepłej wody / 250 ml (1 C.) warm water
2,5 łyżeczki drożdży / 2,5 tsp dried yeast (1 .25 oz. pkg.)
2 łyżki rozmarynu / 2 tbsp dried rosemary
2 łyżki szałwi / 2 tbsp dried sage
1 łyżeczka soli / 1 tsp salt
2 łyżki masła miękkiego / 2 tbsp butter, softened
750 g mąki / 750 g (3 C.) flour
oliwa z oliwek / olive oil

Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie z cukrem. Odstawić na 15 minut. Gdy wyrosną dodać do pozostałych składników i wyrobić ciasto. Powinno to zająć około 12 minut. Posmarować ciasto oliwą, włożyć do miski, przykryć ręcznikiem kuchennym i odstawić na godzinę w ciepłe miejsce do wyrastania. Po godzinie uformować okrągły bochenek, położyc na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i ponownie odstawić do wyrastania na 45 minut. Piekarnik nagrzać do 190°C. Chleb piec w nagrzanym piekarniku około 20 minut do czasu aż będzie brązowieć. Praktyczna rada: Jeśli chleb wydobywa z siebie pusty dźwięk, gdy uderzamy w skórkę oznacza, że jest już gotowy. Pozostawić na blasze do ostudzenia.

Dissolve yeast in warm water with sugar. Let stand for 15 minutes. When grow, add to the other ingredients and knead the dough. This process takes about 12 minutes. Spread dough with olive oil,  put into a bowl, cover with a kitchen towel and let stand for one hour in warm place to grow. Form a round loaf,  drop dough onto baking sheet lined with parchment paper and set aside to grow again for 45 minutes. Preheat oven to 190°C (375°F) degrees and bake in preheated oven for about 20 minutes until golden brown. Practical advice: Tapping lightly on the bottom of loaf to check for a hollow sound. If there is no hollow sound, continue to bake, checking frequently. Once done, allow to cool.

piątek, 17 stycznia 2014

Zupa krem z selera naciowego / Cream of Celery Stalks Soup

Seler naciowy to prawdziwa kopalnia zdrowia, o czym ludzie wiedzieli już 2000 lat temu, gdy zapoczątkowano jego uprawę. Seler zawiera olejki złożone w 90% z terpenów i seskwiterpenów, czyli przyjemnych dla naszego nosa oraz zdrowia związków chemicznych, które często są wykorzystywane przy produkcji olejków eterycznych. W warzywie jest dwa razy więcej witaminy C niż w owocach cytrusowych. Oprócz tego seler jest bogatym źródłem witaminy B kompleks, kwasu foliowego i witaminy PP, niewielkich ilości beta-karotenu a także witaminy E. Wśród warzyw korzeniowych zawiera najwięcej fosforu, wapnia, potasu oraz cynku. Za oknem zima w pełni, warto więc nieco zwiększyć naszą odporność. W tym celu proponuję Wam przygotowanie bardzo smacznej zupy. Zapraszam! 

Zupa krem z selera naciowego / Cream of Celery Soup

pęczek selera naciowego / bunch of celery stalks (Apium graveolens L. var. dulce)
1 litr bulionu / 1 liter of broth
1 marchew / 1 carrot
1 pietruszka / 1 parsley
kawałek selera / piece of celery (Apium graveolens L. var. graveolens)
1 mała cebula / 1 small onion
kawałek imbiru / piece of ginger
sól, pieprz, pieprz cayenne, ostra papryka do smaku / salt, pepper, cayenne pepper, hot pepper to taste
oliwa z oliwek / olive oil

Od selera naciowego odciąć liście a łodygi drobno pokroić. Poszatkować cebulę i zetrzeć na tarce pozostałe warzywa. Na patelni rozgrzać oliwę z oliwek i obsmażyć składniki. Do połowy bulionu przerzucić warzywa z patelni i gotować aż będą miękkie. Po wystygnięciu całość zmiksować. Dodać drugą połowę bulionu, kawałek startego imbiru oraz doprawić do smaku. Serwować z grzankami. 

Cut off leaves from celery stalks and chop stems finely. Chop an onion and grate the remaining vegetables. In a skillet heat the olive oil and fry ingredients. Add them to the half of the broth and cook until tender. Mix when cooled. Add the other half of the broth, a bit of grated ginger and season to taste. Serve with croutons

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Kotleciki z kaszy jaglanej / Millet Chops

Dziś specjalny ukłon w stronę wegetarian. Zdrowe i wbrew obawom - bardzo smaczne danie jarskie. O właściwościach leczniczych kaszy pisałam przy okazji jaglanego deseru, więc zachęcam do lektury. Miła odskocznia dla wielbicieli mięsnych posiłków, którzy tak jak ja nie potrafili ostatecznie pożegnać się z mięsem.

Kotleciki z kaszy jaglanej / Millet Chops 

0,5 szklanki kaszy jaglanej / 0,5 glass of millet
natka / parsley
szczypiorek / chives
jajko / 1 egg
0,5 kajzerki / 0,5 kaiser roll
bułka tarta / bread crumbs
1 łyżeczka masła / 1 tsp butter
sól, pieprz / salt, pepper

Kaszę wypłukać. Zalać 2 szklankami wody, posolić, dodać łyżeczkę masła i gotować ok. 10 minut. Następnie odstawić na godzinę w ciepłe miejsce. Po ostygnięciu dodać jajko, namoczoną a następnie wyciśniętą kajzerkę, natkę i szczypiorek. Doprawić solą i pieprzem do smaku i dokładnie wymieszać. Uformować kotleciki. Każdy z nich obtoczyć w bułce tartej i smażyć na złoty kolor.

Grits rinse. Pour 2 cups of water, add salt, teaspoon of butter and cook for about 10 minutes. Then let stand for one hour in a warm place. Add egg, parsley, chives and kaiser roll. The kaiser roll should be wet and then wrung out. Season with salt and pepper to taste and mix thoroughly. Shape into patties. Coat each piece with breadcrumbs and fry in oil until golden brown.

środa, 18 września 2013

Bułeczki amarantusowe z rozmarynem / Amaranth rolls with rosemary

Gdy nadchodzi jesień i zima, w kuchni stawiam na mocne aromaty. Cynamon, goździki, mocno aromatyzowane, gorące herbaty, koc, książka lub fajny film to nieodłączne atrybuty moich wieczorów. Dziś postanowiłam poeksperymentować z pieczywem. Wychodząc z założenia, że ziarna słonecznika lub otręby są nudne, postanowiłam urozmaicić moje bułeczki amarantusem. Moim celem było stworzenie mini bułeczek, nadających się na przekąskę, dobrze komponującą się z masłem czosnkowym, które - jak dla mnie - najlepiej smakuje, gdy za oknem tak jak dziś, jest plucha.

Bułeczki amarantusowe z rozmarynem / Amaranth rolls with rosemary

250 g mąki / 250 g flour
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia / 1,5 tsp of baking powder
0,5 łyżeczki soli / 0,5 tsp of salt
3 łyżki amarantusa / 3 tbsp of amaranth
2 płaskie łyżeczki rozmarynu / 2 flat tsp of rosemary
50 g masła / 50 g butter
1 jajko / 1 egg
100 ml mleka / 100 ml milk

Z mąki, proszku do pieczenia, soli, masła, amarantusa oraz rozmarynu zagniatamy jednolite ciasto a następnie dodajemy jajko wymieszane z mlekiem i ponownie mieszamy. Ciasto dzielimy na sześć równych części. Z każdego kawałka formujemy bułeczkę i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni C i pieczemy bułeczki przez około 20 minut. Idealnie smakują podane z masłem czosnkowym. 

Knead a dough using flour, baking powder, butter, salt, amaranth and rosemary and add egg mixed with milk. Mix again. Divide dough into six equal pieces. Form a roll of each piece and place on baking paper. Preheat oven to 220 degrees and bake for 20 minutes. Ideally taste served with garlic butter.

sobota, 24 sierpnia 2013

Dzika Kuchnia (Łuczaj) i refleksja nad naturą

Przeglądając po raz pierwszy książkę Łukasza Łuczaja do głowy przyszła mi myśl, że magia kreatywnego gotowania zaczyna się tam, gdzie zaciera się granica pomiędzy szarą, srogą rzeczywistością a wciąż tak eteryczną naturą. Czasem wydaje mi się, że drogą do odkrycia tej eteryczności jest zwykła, ludzka wrażliwość, której współczesnemu człowiekowi tak bardzo brakuje. Człowiek od wieków poddawał się naturze. Korzystał z jej dobrodziejstw, żył z nią w zgodzie. Bez natury by przecież zginął. Skąd więc obecnie mamy do czynienia z kuriozum takiej niewiedzy? Kiedy słyszę od kilkuletniego malucha, że mleko pochodzi z Tesco a mój znajomy ze zdziwieniem stwierdza, że nie wie po co miałby jeść lody z płatków begonii, skoro może pójść do sklepu i kupić sobie (przepełnione chemią) lody kulkowe, "włoskie" lub o zgrozo (sic!) lody na patyku z kilkuletnią datą przydatności do spożycia, pomimo mojej wiary w człowieka coraz częściej zaczyna mi świtać w głowie myśl, że współczesny pęd prowadzi nas w złym kierunku. Ciężko mówić o wiedzy, gdy brak nam chęci do jej poznawania i doświadczania.

Książka Łukasza Łuczaja (doktora habilitowanego biologii, profesora Uniwersytetu Rzeszowskiego, etnobotanika i ekologa) powinna Was zatrzymać na chwilę tak, jak zatrzymała mnie. Miło jest wiedzieć jak wygląda jasnota, że nasiona dzięgla stanowią znakomitą przyprawę, że można zrobić stokrotkową zupę, że innymi nazwami dla mniszka lekarskiego są mlecz, maj i pępawa lub, że z tasznika można przygotować świetną surówkę. Po co, pomyślicie? By się intelektualnie wzbogacić? By móc zaimponować bliskiej osobie? A może... po prostu... by uwrażliwić się na piękno i bogactwo otaczającego nas świata? Wówczas każdy wypad na wieś czy spacer po łące, będą miały zupełnie inny wymiar. Nie jestem biologiem, nie jestem ekologiem, nie jestem nawet wegetarianką. Również kupuję niekoniecznie zdrowe produkty ze sklepu. Nie zawsze mam czas i warunki, by tworzyć wszystko od podstaw, ale uważam, że warto czasem poeksperymentować i zaprzyjaźnić się z naturą, gdyż jest znacznie mądrzejsza od nas. Ta książka bardzo Wam to ułatwi.

Książka została wydana przez Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Dodałabym, że bardzo ładnie i dokładnie wydana. Większość znajdujących się w jej wnętrzu fotografii jest autorstwa naszej blogowej koleżanki Klaudyny z Ziołowego Zakątka. Każda roślina jest bardzo dokładnie przedstawiona a jej wyczerpujący opis uzupełniono w ryciny, zdjęcia i przykładowe propozycje zastosowania w kuchni. Nie martwcie się, że zebrane rośliny okażą się trujące. W książce wszystko jest bardzo dobrze i dokładnie wyjaśnione. Osobiście uważam, że czegoś takiego jeszcze na polskim rynku wydawniczym nie było. Większość stron "Dzikiej Kuchni" było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Jest to lekko wydany zielnik, pozbawiony cech encyklopedycznych. Warto kupić, nawet jeśli nie chcecie wykorzystywać roślin do przygotowywania dań.
Pozycja obowiązkowa dla wegetarian.

Szczerze polecam!


środa, 14 sierpnia 2013

Lody z begonii / Begonia ice cream

Po raz pierwszy zabrałam się za lody z begonii i widzę, że dotychczas nie było osób, które odważyłyby się ten przepis upublicznić. Zapewne zastanawiacie się jak smakują? Dla mnie są to jogurtowe lody o smaku owoców leśnych, które kiedyś sprzedawała jedna z wiodących firm lodziarskich w kartonowych, małych pudełeczkach. Przepis jest bardzo prosty. Podstawą jest samodzielne wykonanie begoniowego syropu, oraz zaopatrzenie się w jogurt i syrop wiśniowy, który oczywiście również można zrobić samemu. Wiśniowy aromat zaostrza smak lodów, co bardzo mi odpowiada. Mało pracy a dużo radości. 
Polecam serdecznie na koniec wakacji!

Lody z begonii / Begonia ice cream

Syrop / Syrup:
100 g kwiatów begonii / 100 g of begonia flowers
1/2 kg cukru / 1/2 kg sugar
sok z połowy cytryny / juice of half a lemon
1/2 l wody / 1/2 l of water

2 jogurty greckie / 2 greek yoghurt
cukier puder / icing sugar
syrop z wiśni do smaku / cherry syrup to taste

Kwiaty wyłożyć na białą kartkę, oderwać płatki i je umyć. Przełożyć płatki do słoiczka i zalać wrzącą wodą. Odstawić aż ostygnie. Następnie dodać cukier i podgrzewać aż się całkowicie rozpuści a syrop zgęstnieje. Dodać sok z połowy cytryny.

Tak przygotowany syrop zmiksować z jogurtem. Dodać do smaku syrop z wiśni. Dosłodzić cukrem pudrem. Przelać do formy i zamrozić. Po około 4 godzinach ponownie zmiksować i włożyć do zamrażarki. Podawać z syropem owocowym. 

Put flowers on white paper, separate petals and wash.  Put petals in a jar and pour boiling water. Set aside to cool. Add sugar and heat until dissolved. Add juice of half a lemon.

Mix the syrup with yoghurt. Add cherry syrup to taste. Sweeten with icing sugar. Pour into molds and freeze. Re-mix after 4 hours and put into freezer. Serve with fruit syrup.






niedziela, 4 sierpnia 2013

Lawendowa tisana

Tisana to rodzaj naparu lub herbaty przygotowanej na bazie ziół i owoców. W języku greckim słowo  πτισάνη (ptisanē) oznacza napój przygotowany z ziarna jęczmienia. Lawendową tisanę nazwałabym mianem lemoniady dla wybrednych. Świetnie smakuje z kostkami lodu, dobrze schłodzona. Najlepiej podawać ją już przecedzoną lub przygotowywać umieszczając lawendę w woreczku. Jeśli krzywicie się na myśl o lemoniadzie z lawendą, spróbujcie dodać jedną jej łyżkę do dzbanka oranżady. Podejrzewam, że wielu z Was przekona się do tego zestawienia. Lawenda choć smakowo zupełnie inna, może być wspaniałym zamiennikiem mięty.

Lawendowa tisana / Lavender tisane

3 łyżki suszonej lawendy /3 tbsp dried lavender
1,5 l wody / 1,5 l water
2 łyżki miodu / 2 tbsp honey
sok z połowy cytryny / juice of half a lemon

Lawendę zalać wrzątkiem, przemieszać i ostudzić. Dodać miód i sok z cytryny. Przecedzić. Podawać z kostkami lodu i cytryną. 

Pour boiling water over the lavender, stir and cool down. Add honey and juice of half a lemon. Strain next. Serve with ice cubes and slice of lemon.


piątek, 5 lipca 2013

Naturalny tonik kwiatowy

Sezon na różę pachnącą powoli dobiega końca a że od dawna miałam ochotę na wykonanie domowych, naturalnych kosmetyków, zebrałam ostatnią garść rosnących na krzaku płatków. Tym sposobem powstały dwie buteleczki organicznego toniku do twarzy: różany i lawendowy. Jego właściwości są dokładnie takie same jak toników z drogerii, przy czym wiemy co zawierają, mamy możliwość dodania składników najlepszej jakości i sami możemy wpływać na wygląd i zapach toniku. W zależności od tego jaką skórę posiadamy, zmieniamy proporcje wody i octu. Ja zestawiłam je w proporcji 1:1. Jeśli Wasza skóra jest sucha dodajecie więcej wody, jeśli tłusta zwiększacie ilość octu. Zapraszam Was do zabawy. Potrzebujecie jedynie kilku ogólnodostępnych składników.

Tonik kwiatowy do twarzy*

garść płatków róży pachnącej lub 3 łyżeczki lawendy (mogą to być oczywiście inne pachnące rośliny, którymi będziecie mogli aromatyzować Wasz tonik lub też kilka kropli zwykłego olejku aromatycznego, który Wasza skóra toleruje)
50 ml octu winnego/jabłkowego 
50 ml wody 
1 łyżeczka gliceryny (jest to jeden z najczęściej wykorzystywanych składników w kosmetykach komercyjnych; ma działanie nawilżające i regenerujące naskórek) 

Płatki zalewamy octem tak, aby wszystkie znajdowały się pod jego powierzchnią i odstawiamy na kilka dni. Gdy ocet pozyska już aromat róży należy wyjąć i wycisnąć kwiaty a do powstałego płynu dodać wodę i glicerynę. Tonik przelewamy do buteleczki, zamykamy i dokładnie mieszamy. Tak jak wspomniałam wcześniej, w zależności od potrzeb sami regulujecie proporcje wody i octu. Co ważne, przy wykorzystaniu octu komercyjnego, należy sprawdzić na etykiecie czy nie trzeba go rozcieńczyć z wodą. Większość buteleczek dostępnych na rynku posiada taką adnotację. Wówczas płatki należy zatopić w połowie ilości podanej w przepisie.


* przepis pochodzi z Ziołowego Zakątka

środa, 19 czerwca 2013

Dżem truskawkowy z kwiatem jaśminu

Nad jeziorem każdy dzień o tej porze ma zapach jaśminu. Jaśmin jest afrodyzjakiem i od wieków magia miłosna przypisuje mu właściwości wspomagające rozkochanie upragnionej osoby. Nasze prababki wierzyły, że zakopanie gałązki jaśminu pod progiem wybranka serca w pierwsze południe po zerwaniu kwiatu, ma zagwarantować jego wierność. Czy to prawda? Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Wiem jednak, że poza "czarowaniem" serc, jaśmin działa odprężająco i relaksująco. A przy tym jak pachnie!

Mając magiczny jaśmin pod ręką i nadmiar truskawek w łubiance, postanowiłam połączyć ich aromaty tworząc lekki, wiosenny dżem, w sam raz na kanapkę.

Dżem truskawkowy z jaśminem

1 kg truskawek
1 kg cukru 
szklanka wody 
szklanka świeżo zerwanych płatków jaśminu

Płatki wykładamy na kartkę a następnie płuczemy i odsączamy. Truskawki odszypułkowujemy i kroimy na połowy, myjemy. Owoce zasypujemy 1/3 cukru i i odstawiamy na noc. Następnego dnia gotujemy wodę i pozostały cukier do czasu aż cukier się całkowicie rozpuści i powstanie dość gęsty syrop (jeśli po wyjęciu na zimny talerzyk syrop się klei i ciągnie, gęstość jest odpowiednia). Wówczas powoli dokładamy truskawki z sokiem, cały czas mieszając. Doprowadzamy całość do wrzenia i zdejmujemy z ognia. Czynność tę powtarzamy kilka razy zdejmując przy okazji powstałą pianę. Gdy konfitura jest już w miarę przejrzysta wkładamy do wrzątku płatki jaśminu i gotujemy kolejne 5 minut. Konfiturę przekładamy do wyparzonych słoików, szczelnie zakręcamy i odwracamy dnem do góry. Tak przygotowane słoiczki przetrzymujemy w temperaturze pokojowej, w zaciemnionym miejscu.



środa, 12 czerwca 2013

Płatki peonii w cukrze


Peonie to rzekomo jedne z najpiękniejszych kwiatów na świecie. W Ameryce i w Azji często wykorzystuje się je do dekoracji tortów ślubnych, gdyż poza tym że prezentują się wytwornie i okazale, ich płatki są jadalne. Niestety w naszych warunkach nie kwitną zbyt długo, dlatego bardzo się cieszę, że pomysł wykorzystania peonii zamieszkujących ogród mojej Mamy przyszedł mi do głowy we właściwym czasie. Historia tych kwiatów sięga VII wieku, gdy uprawiano je jako symbol dobrobytu w ogrodach japońskich i chińskich.  Pożądane przez bogaczy, były uprawiane również w Ogrodach Cesarskich. Za najrzadsze okazy trzeba było zapłacić równowartość trzech domów a cenne rośliny przekazywano w ślubnym posagu.

Przygotowanie kwiatów do utarcia z cukrem jest dość pracochłonne, gdyż wymaga odcięcia wszystkich jasnych końcówek (podobnie jak w przypadku róż). Jeśli tego nie zrobimy, zepsujemy smak płatków. 

Ucierane płatki peonii

25 g płatków peonii
70 g cukru
2 łyżeczki soku z cytryny

Płatki oczyszczamy, usuwamy jasne końcówki. Przy użyciu moździerza (ewentualnie może być również blender) ucieramy płatki i cukier do czasu, aż staną się jednolitą masą. Pod koniec ucierania dodajemy sok z cytryny.  

Płatki peonii są dość gorzkawe, ale przepięknie pachną i wyglądają. Póki co mam już pomysł na ich wykorzystanie, o czym zapewne wspomnę niedługo na blogu. Tymczasem do przeczytania!



sobota, 8 czerwca 2013

Sok z mniszka lekarskiego

Pamiętam ciepłe, letnie dni spędzane na dworze, gdy byłam dzieckiem. Babcia wyplatała mi wówczas wianki z polnych kwiatów, które zresztą z wielką radością wkładałam sobie na głowę. Najczęściej wykorzystywała do tego celu mniszka. Zapewne dlatego że był ładny i wzbudzał w moich dziecięcych oczach zachwyt, ale również dlatego, że był ogólnodostępny i nie trzeba było się natrudzić, by zebrać cały pęk kwiatów potrzebnych do wykonania wianka.

Dla mnie mniszek był wówczas jedynie nieco ładniejszym chwastem porastającym okoliczne trawniki, który wykorzystywałam do zabawy. Po jego przekwitnięciu można było przecież zdmuchiwać wszystkie napotkane na podwórku i w okolicach szkoły dmuchawce, co zresztą czyniliśmy w imię zasady "kto pierwszy, ten lepszy" z koleżankami i kolegami w początkowych klasach podstawówki. Dziś już wiem, że mniszek to nie chwast a dość pożyteczna roślina lecznicza, mająca zastosowanie w leczeniu chorób układu dróg moczowych, chorób skóry, wątroby, w leczeniu anemii, miażdżycy, cukrzycy i reumatyzmu. Uznałam, że warto poświęcić mu osobny post. 

Za eksperymenty z mniszkiem zabrałam się wraz z Mamą. Obie byłyśmy ciekawe co wyjdzie z tego dość popularnego jak na polskie warunki zioła. Tym sposobem powstał  miodek majowy, najbardziej znany na Śląsku, nieco mniej w Polsce centralnej. W kuchni śląskiej miodek jest wykorzystywany jako substytut naturalnego miodu. Przypisuje mu się również dość duże właściwości lecznicze, szczególnie w leczeniu wątroby. Wyglądem syrop rzeczywiście przypomina miód. Jest zawiesisty i przejrzysty. W smaku słodki, z nutą goryczy, przypomina trochę miód spadziowy a trochę smaczny syrop na kaszel.

Syrop z mniszka lekarskiego

- 400-450 rozwiniętych kwiatów mniszka lekarskiego
- 1 l wody
- 1 kg cukru
- 1-2 cytryny
- 1-2 pomarańcze

Zebrane kwiaty wykładamy na białą kartkę i pozostawiamy na około godzinę, aby wszystkie znajdujące się w główkach kwiatowych owady mogły wyjść. Następnie płuczemy kwiaty pod bieżącą wodą i obrywamy płatki. Do garnka wlewamy wodę, wrzucamy pokrojoną w plastry pomarańczę i cytrynę, oraz przygotowane płatki kwiatów. Od zagotowania, przez następne 10-15 minut trzymamy wywar na ogniu. Całość odstawiamy na 24 godziny. Następnie przelewamy syrop przez sitko i odciskamy wodę z kwiatów. Do wywaru dodajemy opcjonalnie sok wyciśnięty z jednej cytryny i pomarańczy (neutralizuje nieco charakterystyczny smak zioła) oraz cukier i ponownie gotujemy, cały czas mieszając, aż cukier całkowicie się rozpuści a syrop zgęstnieje. 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...