-->
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 października 2013

Chałka smaczna, że hej! / Challah bread recipe

Muszę Wam powiedzieć, że moim zdaniem nie ma gór piękniejszych od Tatr. Ten niepowtarzalny klimat sprawia, że czuję się tu jak w domu. Niestety dotychczas niewiele wiedziałam o historii Podhala. W jednym z moich ulubionych antykwariatów (uwielbiam antykwariaty!) trafiłam na książkę Tatry i Podhale autorstwa Rafała Malczewskiego, polskiego malarza, felietonisty i popularyzatora Tatr. Ta książka to niesamowita przygoda przyrodnicza, kulturowa i... językowa. Malczewski bardzo dokładnie opisuje cały rok z życia górali, tatrzańską florę i faunę, góralskie obyczaje, historie i przypowieści. Zwieńczeniem całości jest ciekawy i barwny aczkolwiek momentami ciężki staropolski język. Prawdziwa gratka dla filologów. Lektura w sam raz na wieczór spędzony z kocem przy kominku, gdy za oknem sypie śnieg. A do tego pyszna, domowa chałka z masłem, popijana mlekiem. 

Domowa chałka / Challah bread recipe

15 g świeżych drożdży (1 łyżeczka instant) / 15 g fresh yeast (1 tsp dried)
200 ml mleka i wody (1:1) / 200 ml milk and water (in a ratio 1:1)
50 g cukru / 50 g sugar
0,5 łyżki soli / 0,5 tbsp salt
425 g mąki + w razie potrzeby / 425 g flour + add more if needed
1 jajko / 1 egg
50 g roztopionego masła / 50 g melted butter
do posmarowania: żółtko z 1 łyżką wody / to grease: yolk with 1 tbsp of water

Drożdże zalać ciepłą wodą/mlekiem i wymieszać. Kiedy się rozpuszczą dodać mąkę, sól, cukier, jajko i masło. Wyrabiać ciasto. Powinno być elastyczne, ale nie klejące. Jeśli jest taka potrzeba dodać więcej mąki. Wyrabiać kolejne 5 minut. Uformować kulę, spryskać ją olejem i odłożyć do miski na 2 godziny. W tym czasie należy dwa razy odgazować ciasto, wbijając w nie pięść. Po wyrośnięciu ciasto podzielić na 6 części i uformować chałkę. Filmik instruktażowy z Internetu znajdziecie TUTAJ. Gotową chałkę ułożyć na papierze do pieczenia i odstawić na 30 minut. Następnie posmarować ją żółtkiem wymieszanym z wodą i posypać kruszonką (1 łyżka masła, 2 łyżki mąki i 1 łyżka cukru - utrzeć w palcach). Piekarnik nagrzać do 180°C i piec około 30 minut. 

Pour yeast with hot water/milk and mix. When dissolved, add the flour, salt, sugar, egg and butter. Knead the dough. It should be flexible, but not sticky. If necessary add more flour. Knead for another 5 minutes. Shape dough into bullet, spray with oil and put in a bowl for 2 hours. During this time punch down, thrust fist into dough, pull edges into center and turn completely over in bowl. Let rise again until almost double in bulk. After the dough has risen, divide the dough into 6 pieces and form challah. Instructional video from the Internet: HERE. Place challah on a baking sheet and set aside for 30 minutes. Spread with egg yolk mixed with water and sprinkle with crumbs (1 tbsp butter; 2 tbsp flour; 1 tbsp sugar - whip in the fingers). Preheat oven to 180°C (350°F) and bake for about 30 minutes. 

Wersja do druku TUTAJ Printable version HERE

sobota, 24 sierpnia 2013

Dzika Kuchnia (Łuczaj) i refleksja nad naturą

Przeglądając po raz pierwszy książkę Łukasza Łuczaja do głowy przyszła mi myśl, że magia kreatywnego gotowania zaczyna się tam, gdzie zaciera się granica pomiędzy szarą, srogą rzeczywistością a wciąż tak eteryczną naturą. Czasem wydaje mi się, że drogą do odkrycia tej eteryczności jest zwykła, ludzka wrażliwość, której współczesnemu człowiekowi tak bardzo brakuje. Człowiek od wieków poddawał się naturze. Korzystał z jej dobrodziejstw, żył z nią w zgodzie. Bez natury by przecież zginął. Skąd więc obecnie mamy do czynienia z kuriozum takiej niewiedzy? Kiedy słyszę od kilkuletniego malucha, że mleko pochodzi z Tesco a mój znajomy ze zdziwieniem stwierdza, że nie wie po co miałby jeść lody z płatków begonii, skoro może pójść do sklepu i kupić sobie (przepełnione chemią) lody kulkowe, "włoskie" lub o zgrozo (sic!) lody na patyku z kilkuletnią datą przydatności do spożycia, pomimo mojej wiary w człowieka coraz częściej zaczyna mi świtać w głowie myśl, że współczesny pęd prowadzi nas w złym kierunku. Ciężko mówić o wiedzy, gdy brak nam chęci do jej poznawania i doświadczania.

Książka Łukasza Łuczaja (doktora habilitowanego biologii, profesora Uniwersytetu Rzeszowskiego, etnobotanika i ekologa) powinna Was zatrzymać na chwilę tak, jak zatrzymała mnie. Miło jest wiedzieć jak wygląda jasnota, że nasiona dzięgla stanowią znakomitą przyprawę, że można zrobić stokrotkową zupę, że innymi nazwami dla mniszka lekarskiego są mlecz, maj i pępawa lub, że z tasznika można przygotować świetną surówkę. Po co, pomyślicie? By się intelektualnie wzbogacić? By móc zaimponować bliskiej osobie? A może... po prostu... by uwrażliwić się na piękno i bogactwo otaczającego nas świata? Wówczas każdy wypad na wieś czy spacer po łące, będą miały zupełnie inny wymiar. Nie jestem biologiem, nie jestem ekologiem, nie jestem nawet wegetarianką. Również kupuję niekoniecznie zdrowe produkty ze sklepu. Nie zawsze mam czas i warunki, by tworzyć wszystko od podstaw, ale uważam, że warto czasem poeksperymentować i zaprzyjaźnić się z naturą, gdyż jest znacznie mądrzejsza od nas. Ta książka bardzo Wam to ułatwi.

Książka została wydana przez Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Dodałabym, że bardzo ładnie i dokładnie wydana. Większość znajdujących się w jej wnętrzu fotografii jest autorstwa naszej blogowej koleżanki Klaudyny z Ziołowego Zakątka. Każda roślina jest bardzo dokładnie przedstawiona a jej wyczerpujący opis uzupełniono w ryciny, zdjęcia i przykładowe propozycje zastosowania w kuchni. Nie martwcie się, że zebrane rośliny okażą się trujące. W książce wszystko jest bardzo dobrze i dokładnie wyjaśnione. Osobiście uważam, że czegoś takiego jeszcze na polskim rynku wydawniczym nie było. Większość stron "Dzikiej Kuchni" było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Jest to lekko wydany zielnik, pozbawiony cech encyklopedycznych. Warto kupić, nawet jeśli nie chcecie wykorzystywać roślin do przygotowywania dań.
Pozycja obowiązkowa dla wegetarian.

Szczerze polecam!


piątek, 2 sierpnia 2013

Vianne Rocher i praliny o smaku kawy

"Życie (...) to karnawał, chérie..."

Historia Vianne Rocher to opowieść jakby z innej epoki. Podszyta wiatrem, wypełniona zapachem czekolady, aromatem przypraw przywiezionych z najodleglejszych zakątków świata. To historia kobiety uciekającej przed przeszłością, która w założeniu tylko na chwilę zagościła w małym, francuskim miasteczku Lansquenet, burząc rytm życia jego konserwatywnych wydawałoby się mieszkańców. Otwierając sklep z czekoladą w okresie postu, Vianne nie zdobywa sympatii proboszcza, któremu ulegli są wszyscy mieszkańcy. Jak się później okaże, każdy z nich skrywa jakąś tajemnicę, której ujawnienie w zaskakującym stopniu zmieni poziom jego akceptacji.

Czekolada autorstwa Joanne Harris to prze smaczna książka, w której magia, czary i nostalgia towarzyszą czytelnikowi od pierwszej do ostatniej strony. Jeśli znacie Vianne Rocher jedynie z filmu, zachęcam do zapoznania się z książką. Mnie zainspirowała do stworzenia prostych, smacznych pralinek z aromatem rumu i kawy. W sam raz do popołudniowej filiżanki.

Praliny o smaku kawy / Pralines flavored coffee

100 g czekolady deserowej / 100 g dark chocolate
20 ml śmietanki 30% / 20 ml 30% cream
3 krople aromatu waniliowego / 3 drops of vanilla extract
łyżka mocnej kawy / 1 tbsp of strong coffee
łyżeczka dobrego alkoholu ( u mnie biały rum) / 1 tsp good species of alcohol (I used white rum)

Nadzienie / Filling:

Rozpuszczam w kąpieli wodnej 40 g czekolady. Dodaję śmietankę, kawę, aromat i rum. Wszystko dokładnie mieszam i odstawiam do ostygnięcia.

Dissolve 40 grams of chocolate in a water bath. Add cream, coffee, vanilla extract and rum. Mix and leave to cool. 

Pralinki / Pralines:

Pozostałą czekoladę rozpuszczam w kąpieli wodnej. Smaruję nią silikonowe foremki do czekoladek, wstawiam do lodówki a po 20 minutach nakładam ponowną warstwę i umieszczam w lodówce na kolejne 30 minut. Po tym czasie napełniam przygotowane foremki nadzieniem do około 3/4 wysokości. Odstawiam do lodówki na 30 minut. Pozostałą czekoladą wypełniam spód pralinek i ponownie schładzam.

Dissolve 60 grams of chocolate in a water bath. Pour layer of chocolate into the silicone mold and cool down into the fridge. After 20 minutes pour another layer and cool again. Fill pralines with filling to 3/4 of mold. Cool for 30 minutes. Place ramaining chocolate on the top of pralines and cool again.



środa, 17 lipca 2013

W ziemiańskim dworze...

Dziś chciałabym się z Wami podzielić kolejną książkową recenzją. "W ziemiańskim dworze" Mai Łozińskiej to książka, która nie dawała mi spokoju już od kilku miesięcy. Pamiętam dzień, w którym ujrzałam ją po raz pierwszy. Za oknem leżał jeszcze śnieg a ja przeszukując księgarniane półki, szukałam czegoś, co dostarczyłoby mi wiedzy dotyczącej dawnego życia codziennego. Jako pasjonatka historycznej architektury, która zwiedziła już chyba wszystkie leżące w jej zasięgu dwory, pałace, zamki i muzea wnętrz, chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o stylu życia ludzi, którzy je niegdyś zamieszkiwali. Wówczas do rąk trafiła mi pozycja pani Mai Łozińskiej, wydana nakładem Państwowego Wydawnictwa Naukowego.

Każda karta tej książki to magiczna podróż do czasów, gdy rytm życia był nierozerwalnie złączony z rytmem przyrody a maniery znaczyły nieco więcej niż umiejętność wypowiedzenia pojedynczego słowa "dziękuję".  Okazało się, że tak podkreślane ongiś przez nauczycieli powiedzenie "nie oceniaj książki po okładce" w każdym przypadku może okazać się błędne, bowiem niezwykle estetyczny projekt graficzny okładki, był zapowiedzią jeszcze bardziej niezwykłego i zaskakującego wnętrza. Pani Maja bardzo roztropnie podzieliła króciutkie rozdziały na pory roku, dzięki czemu możemy przeżyć w ziemiańskim dworze cały rok z życia jego mieszkańców. Obyczaje, święta, zabawy, codzienność... wszystko czego szukałam, znalazłam w jednym miejscu: pięknie wydane, napisane rzetelnie i lekko, zaopatrzone w przepiękne, historyczne fotografie, do których powinno się zajrzeć, jeszcze przed przeczytaniem prologu.

"W ziemiańskim dworze" to książka idealna na wakacje spędzane na wsi. Zauroczona nią od pierwszej strony, zaczytywałam się w jej treści siedząc na trawie, w otoczeniu pobliskiego pałacu myśliwskiego a w głowie brzmiała mi tylko jedna myśl autorstwa Stanisława Leca: "czas robi swoje a ty człowieku?"

Polecam z czystym sumieniem! 


Łozińska Maja, W ziemiańskim dworze, PWN

sobota, 29 czerwca 2013

Elizabeth i jej ogród


Nie wiem, czy to zapach mokrej ziemi a może zbutwiałych liści przypomniał mi nagle dzieciństwo i wszystkie szczęśliwe dni, które przeżyłam w ogrodzie (...) Wczesny marzec, szare, spokojne niebo i brunatna, cicha ziemia; nagość i jakiś smutek na dworze w tej wilgoci i ciszy, ale ja tam stałam w dziecięcym zachwycie pierwszymi powiewami wiosny i pięć zmarnowanych lat opadło ze mnie jak płaszcz (...) Elizabeth von Arnim

Urodziła się jako Mary Annette Beauchamp w 1866 roku na zielonych ziemiach Nowej Zelandii. Jako kilkuletnia dziewczynka przeniosła się wraz z rodziną do Londynu, gdzie zapewniono jej odpowiednią edukację. Marzyła o studiach w Cambridge, jednak choroba, która pochłonęła jej organizm sprawiła, że musiała wybrać Royal College of Music. W wieku 25 lat, już jako stara panna, poznaje starszego o piętnaście lat wdowca, byłego oficera pruskiej kawalerii, Henninga von Arnima. Po ślubie Elizabeth zostaje hrabiną i wszystko się odmienia. Dla męża nie jest już angielską intelektualistką. Jej życie ma wymagać od niej poświęceń. Ma zostać matką niemieckiego potomka, ma być Niemką z krwi i kości do tego stopnia, że mąż zakazuje jej przyjmowania znieczulenia w trakcie dwóch, bardzo ciężkich porodów, zagrażających jej życiu. Nie ma w nim już miejsca na bujanie w obłokach, do czego przywykła w Anglii. Ucieczką od tej niemieckiej tyranii stał się dla niej zaniedbany ogród w Nassenheide, pomorskich włościach hrabiego von Arnim. Dopiero tam, wśród kwiatów i w rytmie przyrody, naprawdę zaczyna oddychać... 
Elizabeth i jej ogród to autobiograficzna, lekka książka o ciężkim życiu. Bardzo poruszająca i w pewnym sensie również pouczająca lektura. Po raz pierwszy czytałam ją zimą, gdy za oknem leżał jeszcze śnieg. Z przyczyn oczywistych, zarażona wolą pracy w ogrodzie musiałam odczekać kilka miesięcy. Dziś, gdy nastał czas kwitnących róż a za płotem sąsiada wciąż kwitnie jaśmin, z chęcią po raz wtóry odwiedzam pełen miłości (ale też i pełen łez) ogród w Nassenheide. Ogród Elizabeth...

 Zdjęcie archiwalne pochodzi ze zbiorów Wydawnictwa OMG zamieszczonych na jego stronie.

wtorek, 28 maja 2013

Oślepiona majem, nic nie wiem, prócz, że pachną bzy.

Krople deszczu chyba już na dobre zamieszkały dziś na moim oknie. Zielonymi liśćmi pobliskich lip szarga od rana niestrudzenie wiatr. Lubię takie dni, gdy miasto jak dziś jest ociężałe, potulne. Lubię puste ulice i kałuże, w których przeglądają się drzewa. Jest melancholijnie i cicho jak w kryminałach Agathy Christie, którymi zaczytywałam się niegdyś w deszczowe dni, nie licząc się ze zdaniem bibliotekarza, zwolennika nieco ambitniejszych lektur. Idealny, książkowy dzień.

Co prawda książka, którą chciałabym Wam przedstawić ma zupełnie inny charakter. Jest dowcipna, ironiczna, pełna ciekawostek dotyczących epoki, gdy ulicami spacerował Tuwim, Żeromski pisał Ludzi bezdomnych a serca kobiet łamał Witkacy. To właśnie wówczas powstawały największe dzieła Wojciecha Kossaka. Z jego córkami - Madzią i Lilką - dni mijają mi ostatnio wyjątkowo dobrze. Opowiadają mi o życiu, o zwyczajach, o trudach bycia córką znanego malarza, o chłopcach i o poezji, której nie bez kozery poświęciła życie Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Zalotnica Niebieska to książka siostry o siostrze, znanej poetce. Uwielbiany przeze mnie, nieco cyniczny język Magdaleny Samozwaniec, z nutką wyczuwalnej jednak siostrzanej miłości i zrozumienia dla artystycznej, aczkolwiek nieco ekscentrycznej duszy poetki. Wyobrażaliście sobie kiedyś jak mogło wyglądać życie w czasach, gdy dobrze nam znani ze szkół młodopolscy artyści, grywali razem w brydża pod lipą? Życie Kossaków z przymrużeniem oka. Z perspektywy krakowskiej Kossakówki. Mamidło, Kucharcia, krakowskie Bielany i... konie w salonie. 
Do tego mogę wracać bez końca.

Ślepa jestem. Oślepiona majem. 
Nic nie wiem, prócz, że pachną bzy. 
I ustami tylko poznaję, 
Żeś to nie ty...

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska 

 

Magdalena Samozwaniec. Zalotnica Niebieska. Świat Książki.
       

sobota, 25 maja 2013

Książka dla dziecka

"Wszystkie dzieci – poza jednym – dorastają. Szybko dowiadują się, że będą kiedyś dorosłe, a Wendy dowiedziała się o tym tak: Kiedy miała dwa lata, bawiła się pewnego dnia w ogrodzie: zerwała kwiatek i pobiegła z nim do swojej mamy. Przypuszczam, że musiała wyglądać zachwycająco, bo pani Darling położyła rękę na sercu i zawołała: – Ach, dlaczego nie możesz pozostać taka na zawsze?! To było wszystko, co sobie powiedziały, ale od owej chwili Wendy wiedziała, że musi dorosnąć. Zawsze się o tym wie, kiedy się ma dwa lata. Dwa lata to początek końca."

Serię "Klasyki bajek" wydawnictwa Buchmann poznałam niemal dwa lata temu, kiedy przy okazji pobytu nad morzem zajrzałam do namiotu Taniej Książki. Szczerze mówiąc uwielbiam tę inicjatywę i za każdym razem znajduję tam coś ciekawego. Choć na ogół nie zwracam uwagi na literaturę dla dzieci (póki co nie mam takiej potrzeby) te książki od razu przykuły mój wzrok. W odróżnieniu od innych bajek projekt okładek był prosty, przejrzysty, nie raził kalejdoskopem kolorów i kształtów, jakie zasadą "im więcej tym lepiej" spotyka się w działach dziecięcych. Wnętrze książek również mnie urzekło. Wszystkie obrazki zawarte w książce są przedrukiem czarno białych i kolorowych rycin, których autorem jest fenomenalny dla mnie Robert Ingpen. Stonowane kolory działają uspokajająco, nie drażniąc dziecięcych zmysłów nadmiarem barw.

Oferowana przez wydawnictwo Buchmann seria książek "Klasyki Bajek" zawiera między innymi takie tytuły jak "Tajemniczy ogród", "Piotruś Pan i Wendy", "W 80 dni dookoła świata", "Alicja w Krainie Czarów", "Czarnoksiężnik z Krainy Oz" czy "Księga Dżungli". Wówczas nad morzem wyszłam z namiotu z dwoma dostępnymi tytułami. Przedwczoraj w Empiku znów natknęłam się na tę serię, przecenioną z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka o 30%. Jeśli ktoś ma wątpliwości, jaką książkę wybrać dla dziecka - absolutnie polecam te pięknie i estetycznie wydane perły dziecięcej literatury. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...